Nie kabała, ludzie kochani!

Wczoraj rano w metrze stały obok mnie dwie dziewczyny. Jedna perorowała:
– …ale widzisz, ilu tu jest ludzi? Chyba coś jest nie tak! O tej godzinie? W niedzielę?!
– Może ktoś jedzie na śniadanie do dziadka.
– W niedzielę rano odwiedzać dziadka? – Udaje namolną dziennikarkę. – Dokąd pani jedzie o dziewiątej rano w niedzielę?
– Do pracy, wyjątkowo.
– Pani jest barmanką?
– Nie, pracuję w bankowości.
– A pan? – Do mnie. Ma ubaw z zaczepiania obcego faceta, ale kontynuuje poważnie. – Co pan robi o dziewiątej rano w niedzielę w metrze?
– Jadę do kościoła.
– Zawsze tak, co tydzień?
– Tak, co tydzień z Bielan na Ursynów.
– Ale czemu tak wcześnie? Nie można po południu?
– Nie, bo mamy tylko jedno spotkanie.
– Widzisz? – Do koleżanki. – Pan wstaje co tydzień godzinę wcześniej, żeby przejechać całe miasto i się pomodlić. Ty, a może to jest kabała? – Śmieje się.
– Nie. – Zaprzeczam krótko.

Nie wtrącałem się w tę rozmowę, może szkoda. W każdym razie to jednak nieprawda, że jadę w niedzielę rano trzynaście stacji metrem, żeby się pomodlić. Mógłbym to zrobić u siebie w domu, nawet dużo lepiej. No więc po co? Proste: lubię mój kościół, w którym mam znajomych i przyjaciół. Lubię ich widzieć co tydzień, niektórych częściej. Czas spędzony z nimi to czas zachęty.

Może drzwi, które wyważam tym wpisem, są dla wielu już dawno otwarte, ale i tak zacytuję na potwierdzenie dwa fragmenty. Po pierwsze, baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża. Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy (Hebr. 10:23-26, BW).

Poza tym oto jest ktoś samotny i nie ma nikogo przy sobie, nie ma ani syna, ani brata; nie ma też końca jego trudu, a jego oczy nie mogą się nasycić bogactwem. Pyta on: Dla kogo się trudzę i odmawiam sobie przyjemności? To również jest marnością i przykrą sprawą. Lepiej jest dwom niż jednemu, mają bowiem dobrą zapłatę za swój trud: Bo jeżeli upadną, to jeden drugiego podniesie. Lecz biada samotnemu, gdy upadnie! Nie ma drugiego, który by go podniósł. Także, gdy dwaj razem leżą, zagrzeją się; natomiast jak może jeden się zagrzać? A jeżeli jednego można pokonać, to we dwóch można się ostać; a sznur potrójny nie tak szybko się zerwie. (Kazn. 4:8-12, BW)

Do tego służy kościół, żeby się zachęcić, dodać otuchy, pobudzić do miłości i dobrych uczynków, zagrzać, podnieść, żeby razem się bronić i walczyć. Myślę, że taki obraz kościoła jest obcy większości ludzi. Ale cieszę się, że nawet w polskim kościele katolickim znajdują się rzeczywiste wspólnoty. To ważny krok do dojrzałej, żywej, silnej, owocnej wiary.

Autor: jpz2

Powiązane posty: