Nie będę grać bez dyrygenta

Natknąłem się na pewną krytykę poprzedniego wpisu. Mam więc kilka uwag.

Po pierwsze, celowo nie wgłębiałem się w temat szkodliwości seksu przed ślubem. Zakładam, że przykazania są instrukcją udanego życia. Nie ważne, ile obiektywnych badań to potwierdza. Ja natknąłem się na dwa takie, najprawdopodobniej jest ich wiele.

Po drugie, wcale nie zadaję sobie pytania o granice. Takie pytanie zawiera założenie, że pożądanie jest nieuniknione, zatem trzeba nałożyć sobie mniejszy lub większy kaganiec. A ja myślę, że kagańca nie trzeba, jeśli nie będę pożądał. Pytam więc: co zamiast pożądania?

Po trzecie, przyznaję, że końcówka mogła zawierać skróty myślowe, a przez to traciła moc przekonywania. Postaram się te skróty rozwinąć. Pierwszy punkt był bardziej zrozumiały niż drugi, dlatego poświęcę mu mniej miejsca.

1. Zamiast pożądania ciała polecam pożądanie bożych dróg. Innymi słowy, tym, co mnie najbardziej podkręca, nadal jest miłość, ale w dużo szerszej perspektywie. W praktyce mój horyzont poszerza modlitwa. Kiedy regularnie się modlę, widzę więcej sposobów na czułość, intymność, oddanie. Widzę ich całe bogactwo. Z kolei wąski horyzont dobrze ilustruje cytat „Jeśli nie idziesz ze swoim chłopakiem do łóżka, to co robicie przez cały czas?”. Oczywiście boża perspektywa, do której dążę, wykracza daleko poza okazywanie miłości ukochanej. Oprócz niej są inni ludzie.

2. Zamiast pożądania tu i teraz polecam pożądanie tam i wkrótce. Zamiast pożądać Saraj, będę pożądał Sarę. Tyle tylko, że Sara jest kimś z przyszłości. Dlaczego mam na nią czekać? Ponieważ to Sara jest księżniczką i Sara otrzyma błogosławieństwo, spełnienie obietnicy. A skąd u mnie taka pewność, że seks z Saraj mi nie smakuje? Jak mogę być wiarygodny, mówiąc to? Nie pisałem nic o tym, czy smakowałem, więc może wcale nie wiem, co smakuje, a co nie. Moją deklarację osłabia fakt, że w gruncie rzeczy Saraj i Sara to ta sama kobieta. No cóż, argument mam jeden: dużo bardziej pragnę mojej żony, niż pragnę mojej narzeczonej. A wiem, że najlepiej smakuje to, czego najbardziej się pragnie.

Może seks z Saraj nie smakuje, a może trochę smakuje, a może dość dobrze smakuje – co za różnica? Nie zamierzam sprawdzać, czy rzeczywiście zawarcie przymierza polepsza jakość fizycznych i duchowych doznań. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Warto wierzyć tacie na słowo, że kijek struga się od siebie, a nie do siebie, a z piciem wina warto jednak poczekać, nawet jeśli nie zdążyłem pojąć, dlaczego. I to wcale nie odbiera mi mojej wolności. Jak pisze Paweł apostoł,

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić. (1 Kor. 6:12, BW)

Może ktoś mówić mi, że to głupie. A ja jednak uparcie myślę i czuję, że mógłbym posuwać się w dotyku dalej, ale to wciąż nie będzie TO, czego najbardziej pragnę. Lepiej więc powstrzymywać się. Orkiestra może próbować wykonać utwór, może iść coraz dalej, każdy z członków nauczy się doskonale swojej partii, dojdą wreszcie do finału, jakoś to zabrzmi… Ale bez dyrygenta to nadal nie będzie TO. Nie wiem tego, nie wiem, tylko wierzę i rozumuję, że tym dyrygentem jest duchowa jedność.

Podsumowując, pożądanie potrafię okiełznać, jeśli przestaję się na nim skupiać.

I to jest na razie ostatni wpis w tym temacie, bo balansowanie na granicy prywatności jest nie tylko karkołomne dla mnie, ale i dość wymagające dla niej 🙂

Autor: jpz2

Powiązane posty: