Nie bądź karkiem

Kiedy czytam w Biblii po raz kolejny „lud twardego karku”, to przed oczyma staje mi grupa przypakowanych dresiarzy gdzieś w lesie na ustawce. Kto to jest „kark” – wiadomo: gość słusznej postury, bez szyi, za to, właśnie, z wielkim karkiem, przy którym głowa zdaje się być karłowatą, bezmózgą wypustką.

Z kimś takim większość z nas utożsamiać się nie może i nie chce. Ale „lud twardego karku”; taki lud przez Boga oddalony i ukarany – to zupełnie co innego…

Odwrócili się do Mnie karkiem a nie obliczem; i choć ich nauczano, ustawicznie nauczając, nie słuchali, by przyjąć napomnienie. (Jer. 32:33, NBG)

Zdawałoby się, że kark twardy to taki, co nie umie się zginać, pokłonić. Znałem jednego kolesia, który z przerażeniem odkrył, że nie może rozprostować ręki w łokciu, bo ma za duże mięśnie. Taki przerost ciała w wymiarze duchowym oznaczałby, że zbyt długo polegałem na sobie samym.

Ale tu nawet nie idzie o pokłony. Raczej o zdolność i chęć spojrzenia w górę. Kiedy chodzę wciąż wpatrzony w bruk, w moje małe sprawy albo duży smartfon, to… odwracam się do Boga karkiem. Warto sobie codziennie zadać pytanie: jak dawno mój Tata w niebie oglądał moją twarz?

Autor: jpz2

Powiązane posty: