Nic nowego beze mnie!

Nihil novi nisi commune consensu – pamiętacie to z lekcji historii ? Ja nie, dlatego bez żenady sprawdziłem w Wikipedii. To znaczy ‘nic nowego bez powszechnej zgody’ lub prościej: ‘nic o nas bez nas’. Jest to tytuł sejmowej konstytucji z 1505 roku, dzięki której szlachta polska stała się faktycznym suwerenem, choć formalnie był nim król. Król przestał władać w pełni niezależnie. Polska weszła w epokę demokracji szlacheckiej.

Po co to wspominam? A, to takie skojarzenie, bo słowo podobnej treści usłyszałem ostatnio od Boga. Przecież na tym blogu nie tylko rozważam wygrzebane fragmenty Pisma, ale też szukam w Słowie potwierdzenia na to, co Ojciec powiedział mi bezpośrednio.

A powiedział Nic o mnie beze mnie. Nie ma w tych słowach roszczenia, nie ma walki o swoje, jak w przypadku polskiej, szesnastowiecznej szlachty. Bóg jest wiecznym i najwyższym suwerenem, więc jeśli przypomina mi o tym, to nie z poczucia zagrożenia swoich interesów. Jemu nic nie grozi. Robi to raczej z miłości. Ostrzega mnie przed błędem, jaki popełnił Izrael:

Złamali bowiem moje przymierze i sprzeniewierzyli się mojemu zakonowi! Krzyczą do mnie: Znamy cię, Boże! Izrael odrzucił to, co dobre, niechże go ściga nieprzyjaciel! Powołują królów, lecz beze mnie, ustanawiają książąt, lecz bez mojej wiedzy. Ze swojego srebra i złota uczynili sobie bałwany na własną zgubę. (Oz. 8:1-4, BW)

Jaki jest ten błąd? Nie znam Boga. Nie spotykam go i nie słucham. Skleroza zaczyna dokuczać, przekręcam boże prawa, popadam w relatywizm. Bóg nazywa to po imieniu, że złamałem przymierze, a potem przychodzą konsekwencje, ścigają mnie nieprzyjaciele (wyrzuty sumienia, choroby, prześladowcy bez powodu). Ale brnę dalej, ustanawiam sobie priorytety (królów i książąt), żeby jakoś uporządkować ten bajzel. Znów bez Boga. To się kończy bałwochwalstwem, duchową prostytucją, prowadzi do wewnętrznego rozbicia, bezsensownych ofiar.

Wszystko bierze się stąd, że nie znam Boga, a jednocześnie wciąż żyję, mam inicjatywę, staję wobec wyborów moralnych, ustanawiam precedensy. Tymczasem Bóg mówi wyraźnie: żadnych nowych praw bez mojej zgody! Nihil novi!

Cokolwiek nowego zrobię bez niego, poprowadzi mnie do zepsucia, pustki. Jezus powiedział: ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. (Jan. 15:5, BW). A jeśli coś jednak czynię? Cóż, on to właśnie nazywa niczym.

Straszna rzecz: spędzić swoje lata na niczym. Ja tego nie chcę. Co muszę zrobić? Nihil novi bez Boga. Muszę więc go znać. Jak? Słuchać, czytać, powtarzać na głos, po cichu, rozważać jego Słowa, rozmyślać i medytować nad nimi, uczynić je treścią codzienności. To wszystko.

Autor: jpz2

Powiązane posty: