Nauka i zabawa

„Zabawa jest nauką, nauka jest zabawą, im więcej zabawy, tym więcej nauki”. – Przeczytałem cytat na ścianie w klockowej sali zabaw. Coś w tym jest. W ostatnich dniach trochę to poczułem.

Strajk nauczycieli, w tym przedszkoli, dał mi dwa ekstra dni spędzone z dziećmi. Do tego dodać można dwa dni weekendu, kiedy A. była na studiach. I robi się już mały maraton.

– Mamo, a dzisiaj też mamy wolne?
– Tak, dzisiaj zostajecie z tatą.
– Hurra, wolne! Tata!

Słuchając tego dialogu, przewróciłem się na drugi bok. Znowu wieczorem, żeby napisać te słowa, podniosłem się z łóżka (a podnosiłem się tak, jakbym miał siedemdziesiąt dwa, a nie trzydzieści dwa lata; nie tłumaczą tego kontuzje z piłki).

– Już ja was znam, wy piaskowozy! – Wygrażałem. Chwytałem dzieci i „wytrząsałem” z nich piach na kafelki przedpokoju. – Nie dam wam roznieść tego po całym mieszkaniu! – Dla ciekawskich: sto gramów (zważyłem). Tyle piasku przynoszą w kieszeniach, butach, skarpetach i rajstopach.

Niezmiennie uczę się inaczej traktować czas. Wyjście z domu, z ubieraniem pluszaków itp., rozciąga się do absurdalnej długości, która – mam nadzieję – też czegoś ich nauczy, mianowicie „streszczania się”. Zabawa jest nauką.

Ale też nauka bywa zabawą, kiedy się uda dociągnąć partię szachów do końca, do szach-mat, bez znudzenia przeciwnika, to jest dziecka. Zwłaszcza tego młodszego. Tej młodszej, która dołączyła tylko na zasadzie „ja chcę być białym koniem”, a skończyła, znając już kilka zasad.

Autor: jpz2

Powiązane posty: