Nastrój

– To co, kiedy „pacyfikacja”? – Pyta Ję. wpatrzony w ogień.
– Chyba już… – Patrzę na zegarek: dwudziesta dwadzieścia. – Miron, Filon, idziecie spać?
– (chórem) Nie!
– Najpóźniej o dziewiątej. – Kończę temat. Przynoszę notatnik, żeby napisać na bloga; nie tak od razu w aplikacji, nie chcę zanieczyszczać świecącym ekranem nastroju miejsca. A nastrój jest… Piękna panorama z tej Hali Maciejowej: Babia, Tatry, dolina Rabki i pobliższe grzbiety. Poza tym ognisko – jego zapach, podpiekane jedzenie.
Przysiadła się dziewczyna, a zaraz po niej jej chłopak, któremu czyniła – słyszałem – wyrzuty, że nie słucha jej, jak namiot rozstawia, a by mógł i niech wreszcie… Ale teraz są zgodni.
– Żywczyk czy Kasztelanik? – On usłużnie podsuwa jej puszki do wyboru.
– Kasztelanik. Ja zresztą i tak chyba całego nie wypiję… – Dalej nam opowiada, że harmonijka ustna kojarzy jej się z górami, ale też osobliwie działa ten dźwięk na ich kota, który przyłazi, łasi się, mruczy – jakby się nim rozkoszował. No więc ośmielony nieco wyciągam tę swoją harmonijkę, którą kiedyś zakosiłem tacie. Gram trochę niezgrabnie, ale gram – znane melodie. Potem harmonijką dzielę się z tatą – jak papierosem (co prawda nigdy nie paliłem, ale tak sobie to wyobrażam). Mówię jeszcze, że gdybym nie był z synem, to pewnie wziąłbym ukulele.
Ję. patrzy na ten mój notatnik, nawet nie pytająco, ale tłumaczę się: bloga będę pisać. Ze spojrzenia brata czytam lekką drwinę. On fantazjuje głośno: – „O dwudziestej trzydzieści zaszło słońce. Męczyła nas dojmująco bezczynność”. – Proponuje od siebie, tak piernicząc trzy-po-trzy, by pozornie, dla picu, dla jaj dodać tej chwili uroku. Choć tego uroku chwila ma całkiem dość. Dwudziesta czterdzieści. Ję. pyta:
– To co, idziemy z nimi? – Kiwa głową na naszych czterolatków, którzy powoli już łapią zamułkę.
– Jeszcze chwilę…
– Chcę mieć w końcu chwilę dla siebie. – Wali Ję. ironicznie. Zerkam na chłopaków – kręcą się samopas. Wcześniej bawili się w sypialni w chowanego, potem ukrywali w szafie przed Bóg wie kim, ale się cieszyli. Teraz chodzą z rozżarzonymi patykami.
– Przecież masz chwilę dla siebie. Właśnie ją zmarnowałeś. – Żartuję czarno i gruboskórnie.
* * *
(W skrócie: Dziś wyszliśmy z Rabki – od 14:30 do 16:30. Jutro w planie sześciogodzinny (tempem Fi. & Mi.) marsz na Turbacz. Niech nas tylko nie zleje.)

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: