Najważniejsze

– O, nie! – Jęknąłem głośno, z lekkim przerażeniem – stało się to, czego się obawiałem. Strużka wody płynęła coraz szybciej i szybciej, aż w końcu cały rezerwuar wylał się na podłogę. W międzyczasie szybko zamknąłem zawór wody, żeby nie było jeszcze gorzej. A. stanęła za mną, patrząc, co się stało, skoro tak pokrzykuję. – Szmaty, szybko! – Rozkazałem trochę panicznie. Po kilku sekundach rzuciła mi na podłogę stare ręczniki, koszulki i prześcieradło. Wysypałem na podłogę nawet koci żwirek drewniany, który akurat był pod ręką. Wyżymałem szmaty, znów nasiąkały, wciskałem też gazety – co popadło. Sytuacja zdawała się być opanowana, choć przecież coś mogło polecieć do sąsiada. Tego obawialiśmy się najbardziej. – Ale ja głupi jestem. – Złajałem się. – Przecież mogłem spuścić wodę po prostu. A poza tym mogłem to przewidzieć: śruby, którymi rezerwuar jest przykręcony do sedesu z pewnością mogą przeciekać, kiedy się je poluzuje, bo niby jak inaczej? – A musiałem je poluzować, żeby ten rezerwuar przesunąć o parę milimetrów, żeby zmieściła się nowa deska – dzisiejszy zakup nr 1 w OBI. Uff. Wysprzątałem toaletę. Wymiana deski – wydawałoby się prosta sprawa – trwała chyba z półtorej godziny. Bo oprócz kłopotów z wodą, trzeba było starą deskę wyłamać przez zardzewiałe, zapieczone śruby. Coca-cola miała być moją Wunderwaffe, ale pomogła tylko nieznacznie.

Po tym wszystkim pozostało jeszcze przykleić lustro, które niedawno odpadło od komina – za pomocą zakupu nr 2 – specjalnego kleju.
– Ale to już jutro. – Powiedziała A. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Wyciągnąłem się obok niej jak długi na brzuchu, a plecy odgięte w drugą stronę jakby tajały po długotrwałym kuleniu się w ciasnym kiblu.
– Czytasz „Kryśkę”? Kończysz już? – Mruknąłem do A.
– No właśnie nie…
– Już trzeci tom?
– Tak, ale w połowie.
– No to kończysz… – Skwitowałem z pomieszaniem podziwu i zazdrości. „Krystyna córka Lavransa” – „noblowa” powieść odbiera żonie sen i nasze wspólne wolne chwile od dwóch tygodni. – No widzisz, jakie dzieci były zadowolone, że pojechaliśmy na zakupy razem? – Nie dawałem jej spokoju.
– Tak, tylko… Nie wiem, jak Filo u ciebie, ale mnie Ula strasznie męczyła z tym koszykiem-wózkiem. Chciała wsiadać, wysiadać, pchać koszyk, obrażać się, znów na ręce… A ten Auchan olbrzymi…
– To prawda. Nie ma chyba w Warszawie większego. – Zamilkłem na chwilę, zaś A. zapewne z zadowoleniem powróciła do lektury. I znów zmąciłem ciszę: – Na pewno gdyby nie te techniczne sprawy, nie zabrałabyś mnie. – Powiedziałem dla zgrywy rozżalonym głosem małego chłopca. A. uśmiechnęła się:
– No, to były najważniejsze rzeczy do kupienia dzisiaj. – Odparła dyplomatycznie.
– I tak jest zawsze. – Powróciłem znów do wdzięcznego tematu sedesowej deski. – I mam rację, gdy nie chcę się zabierać za taką robotę. Bo to wszystko niby proste, a jak przyjdzie co do czego, to trwa trzy razy dłużej. Bo to, bo tamto, bo się zepsuło, bo awaria.
– Ale byłeś bardzo dzielny.
I na tym rozmowa się skończyła; najważniejsze zostało powiedziane.

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: