Najważniejsza góra

Można chodzić po górach, można się wspinać na wyżyny swoich możliwości, można szukać różnych guru, mistrzów i mentorów, ale jest jeden szczyt najważniejszy i jedna umiejętność cenniejsza niż wszystko.

Mateusz, Marek i Łukasz opowiadają ciekawy epizod; Jezus bierze trzech wybranych uczniów – Piotra, Jakuba i Jana – i objawia im… siebie, tylko innego. Dzieje się to na „Górze Przemienienia”.

…bierze z sobą Jezus Piotra i Jakuba, i Jana, brata jego, i prowadzi ich na wysoką górę na osobność. I został przemieniony przed nimi, i zajaśniało oblicze jego jak słońce, a szaty jego stały się białe jak światło. I oto ukazali się im: Mojżesz i Eliasz, którzy z nim rozmawiali. (Mat. 17:1-3, BW)

To wydarzenie analizują teologowie, snują wielostronicowe interpretacje, a papieże i patriarchowie ustanawiają święta na pamiątkę. A ja myślę całkiem płasko; myślę o tej sytuacji jako o intymnym spotkaniu Jezusa z uczniami – ludźmi, którzy w pewnym momencie życia postanowili go naśladować.

I że to jest pewna sytuacja wzorcowa dla nas dzisiaj. Mogę pozwolić Jezusowi, żeby zabrał mnie na górę. Najlepiej, żeby to była prawdziwa góra. Albo przynajmniej namiastka – miejsce oddzielenia, odosobnienia. Aby tam pokazał mi się z innej strony. Żeby Jego boskość stała się moim osobistym doświadczeniem.

Mogę też pozwolić jakiemuś człowiekowi, żeby zabrał mnie na górę, żeby tam szukać bożej chwały. Przeżyć coś więcej, coś ekstra ponad to, co się wydarza na codzień. Nawet jeśli tę codzienność wypełniają cuda – jak w przypadku Piotra, Jakuba i Jana. To jest rola duchowych ojców, przewodników, aby uczyć innych, jak szukać i doświadczać bożej obecności w sposób całkiem osobisty, intymny.

Kiedy myślę o przywództwie, o liderach kościelnych, autorytetach religijnych itp., to właśnie ta jedna rzecz wydaje mi się kluczowa, najważniejsza. Setki kazań nie dadzą mi tego, co ta wyuczona przez starszego brata umiejętność, nawyk, popęd do szukania bliskości Jezusa, jego chwały, jaśniejącej twarzy. Tym „starszym bratem” może być każdy, w kim ja rozpoznam autorytet.

Że takich autorytetów brakuje? Być może. Ale nie narzekajmy. Lepiej, jeśli doceniam to, co już było mi dane. Ludzi, którzy już mnie czegoś nauczyli. Tych bardziej doświadczonych, którzy doprowadzili mnie do miejsca mojego doświadczenia. I lepiej też będzie, jeśli – jak mówią – sam będę zmianą, którą chcę widzieć wokół siebie. Jeśli sam będę dzielił się z innymi tym, co najcenniejsze, najpiękniejsze, najmocniejsze – widzeniem Jezusa.

Autor: jpz2

Powiązane posty: