Najsilniejszy

— Eh, eh, tato.
— No, jest ci trudno po tym błocie…
— Tak, chciałbym, żeby się już skończyło.
— A może chcesz do wózka?
— Nie… – Fi. uparcie jedzie hulajnogą. Nawet na utwardzonej drodze jest ciężko. Taki to zwiastun wiosny: roztopy. Ciągnę go za rękę. Jeszcze tydzień temu ciągnąłem tu sanki.
— Widzisz, bo masz małe kółka, one grzęzną w błocie.
— O nie, tato, znów…
Dobrnęliśmy do asfaltu, do pomnika kryptologów od Enigmy – Rejewskiego, Zygalskiego, Różyckiego, potem do skraju lasu i z powrotem. Wreszcie Fi. zasiadł na wózku.
— No, teraz to chyba zaśniesz, jesteś zmęczony, co?
— Tak…
— Ale niezły dziś kawałek pokonałeś. Najpierw Kopa Cwila, teraz przez las…
— Tylko miałem wypadki na tym błocie.
— No ale widzisz: podnosiłeś się, tak? Najsilniejszy to nie jest ten, który się nie przewraca, tylko ten, który się podnosi po wypadku, za każdym razem.
— To ja byłem najlepszy, bo się podnosiłem.
— Tak, ty byłeś najlepszy.

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: