Nadprzyrodzone must-have

Mogę się bronić przed cudami i znakami, mogę mówić, że ich nie potrzebuję i nawet dorabiać do tego teologię, ale… bez nich się nie da. Wóz albo przewóz. Biorę Jezusa jako Pana i Zbawiciela razem z całą sferą nadprzyrodzoną albo wcale. Dlaczego? Bo tak. Bo powiedział:

Jakże możecie wierzyć, skoro przyjmujecie chwałę jedni od drugich, a nie szukacie chwały, która jest od samego Boga? (Jan. 5:44, PUBG)

To mówił po tym, jak uzdrowił chorego przewlekle człowieka, a faryzeusze czepiali się, że w szabat… Zaczął więc tłumaczyć, że Jego cuda świadczą o Nim, że jest Bożym Synem. Ale właśnie: tego już było za wiele. Byli w stanie uwierzyć każdemu, jeśliby przyszedł jako on sam, Zenek z Wólki Galilejskiej, a nie jako Syn Boga. No i żeby nie czynił nic niezwykłego, a więc i chwały zebrałby tyle, ile mu słusznie ludzie oddadzą. W tyle mogliby uwierzyć. Tyle… czyli nic.

A znów podczas nocnej rozmowy z Nikodemem (niedługo potem) powiedział Jezus: 

– Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. (…) Nie dziw się, że ci powiedziałem: „Musicie się na nowo narodzić”. (…)
– Jakże się to może stać?
– Ty jesteś nauczycielem w Izraelu, a tego nie wiesz? (…) Jeśli nie wierzycie, gdy wam mówiłem o ziemskich sprawach, jakże uwierzycie, jeśli będę wam mówił o niebieskich? (Jan. 3:5,7,9-10,12)

Nie mogę wierzyć, nie mogę wejść do Królestwa, jeśli nie szukam chwały Bożej, a ograniczam się do tego, co znajome, ludzkie, przewidywalne, przyziemne, „normalne”. Jeśli nie narodzę się na nowo i uprzednio nie umrę. Taki jest sens chrztu, czyli zanurzenia w wodzie i w Duchu. Umieram dla grzechu, a więc moje ciało, zmysły, umysł służą temu, czego już nie ja, ale czego On chce. 

Nie dość tego! Umieram też podobnie, jak pospolity umarlak, pozwalając duchowi przebywać bardziej przed Bogiem niż w ciele. Wtedy mogą się dziać rzeczy wspaniałe, ale też zupełnie zaskakujące, wykraczające daleko poza moją wyobraźnię i nie dające się kontrolować. Przecież:

Wiatr wieje, gdzie chce, i słyszysz jego głos, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd zmierza. Tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. (Jan. 3:8)

W tym wszystkim Bóg szanuje moją wolę. Tylko… czy ja szanuję Jego? Czy oddaję Duchowi Świętemu swoje oczy, usta, uszy, nogi, ręce, wreszcie myśli?

Autor: jpz2

Powiązane posty: