Nad rzekami Babilonu

Każdy słyszał Boney M.: „By the rivers of Babylon, there we sat down Ye-eah we wept, when we remembered Zion”. Dużo mniej z nas wie, że słowa pochodzą z Psalmu 137, a już tylko garstka wzięła je sobie do serca.

Tymczasem ja czuję, jakby były napisane dla mnie na dziś. A nawet na dziś wieczór. Na teraz. Izraelici wieszają na wierzbach swoje lutnie. Ja odkładam na bok swoje ukulele. Ciężkim krokiem, już po ciemku niosę zakupy z samochodu i po schodach. Ciężko w ciele, ciężko na duszy. Co ich trapiło, a co męczy mnie?

Babilon. Uprowadzenie, życie w rozproszeniu na obcej ziemi, w kraju okupanta. Z jednej strony, życie się nie kończy, trzeba jakoś do przodu. Z drugiej strony…

Jakże my mamy śpiewać pieśń WIEKUISTEGO na obcej ziemi? Jeżeli cię zapomnę, Jeruszalaim, niech zdrętwieje moja prawica. Niech mój język przylgnie do mego podniebienia, jeślibym nie pamiętał o tobie, jeślibym nie postawił Jeruszalaim [ponad największą moją radością]. (Ps. 137:4-6, NBG)

„Obca ziemia” to dzisiaj co innego; nie obszar geograficzny, jak Babilon. Jak mówią; nie kraj, ale stan umysłu. Skupienie na kręceniu swoich spraw, zapomnienie o czymś absolutnie najważniejszym, pięknym, doskonałym, potężnym: o Królestwie Bożym.

O świecie bez złości i chorób. O świecie poddanym Jezusowi z miłości. Jeżeli o tym zapomniałem, niech zdrętwieje mi ręka, niech język stanie kołkiem. Jeśli zapomniałem, to nie tylko jestem niewolnikiem, ale nawet się z tym pogodziłem.

Żydzi nie powinni byli się przyzwyczajać do wygnania babilońskiego. Ja nie powinienem nigdy przywyknąć do troski. Jezus uczył: „nie troszczcie się… spójrzcie na lilie wodne…” Ilekroć troska powraca jako treść codzienności, tylekroć żywot robi się ciężki, nieatrakcyjny, nieznośny.

Co jest najciekawsze: do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do takiego szarego życia. Tylko czy warto? Nie… A jeśli nie, to… Czy umiem jeszcze co jakiś czas zapłakać nad rzekami Babilonu?

Autor: jpz2

Powiązane posty: