Na głodzie

Głód narkotykowy, alkoholowy, pornograficzny, głód gry na komputerze, głód zakupów, słodyczy, głód seksoholika, głód wiedzy „tajemnej” od wróżki, głód pustych religijnych obrzędów, zwany dewocją, głód technologicznych nowinek, głód facebooka, głód dostatku i luksusu, głód ubezpieczenia się na wszelkie sposoby, głód sławy, głód.

Ten ostatni, zwykły głód, który jest, gdy poszczę, czyli nie jem – czy jest zły? A czy ja mówię, że którykolwiek jest zły? Nie… Tylko wyjdzie na złe, jeśli nie mogę mu odmówić.

Są różne kategorie, od czego się uzależniam: np. bez narkotyków mogę i powinienem żyć. Bez alkoholu i luksusów mogę, ale nie muszę. Bez zakupów i seksu mogę, ale… to by było dziwne i raczej nie warto. Bez jedzenia nie mogę, ale warto czasem spróbować.

Warto, by zaostrzyć sobie apetyt, poczuć… inny głód, np. głód sprawiedliwości, głód słuchania Słowa Bożego. Głód Jego obecności, bliskości, intymnego spotkania. Zwłaszcza jeśli jestem tak otumaniony, tak przyzwyczajony, uzależniony, że nie rozumiem, co tracę. Tak, jak to czytam u Ozeasza:

I do niej [mojej nowej żony – byłej prostytutki] powiedziałem: Będziesz tak siedziała przez długi czas, nie zalecając się i nie oddając się nikomu; tak zachowam się i ja wobec ciebie. Bowiem [podobnie] przez długi czas, synowie Israela będą przesiadywać bez króla…, bez posągu… bez domowych bożków. Potem.. się nawrócą, by szukać Wiekuistego, swego Boga… U kresu owych dni popatrzą z przerażeniem w kierunku Wiekuistego oraz ku Jego dobroci. (Oz. 3:3-5, NBG)

Autor: jpz2

Powiązane posty: