Mówiąc wprost

— Robię kwiatek dla mamy! – Zdradza mi swój plan U. – nasz domowy ninja kleju i nożyczek.
— Acha, a mogę ci pomóc?
— No.
— Dobra, to wiesz co? Zrobię łodyżkę.
— Dobra!
— Zobacz, poczekaj, tutaj odetnę karton. Taki paseczek. Zwinę go. O, obkręcam taśmą, a teraz klej. Masz klej?
— Tutaj.
— No i smaruję klejem. I szybko, zanim zaschnie.
— To on zasycha?
— No jasne, jak prawie każdy klej.
— Szybko odcinam pasek zielonej krepiny i obwijam kartonik… O, gotowe!
— Dzięki tato!
— To co teraz?
— Teraz przykleję go tu…
— Na tę kartkę?
— Tak, idź, możesz mi już nie przeszkadzać, tato.
— Ha ha, no dobrze, już idę. Powinnaś powiedzieć raczej: „możesz mi już nie pomagać”. – Radzę na odchodnym. Nie wiem, czy dotarło do uszu i świadomości. Dobrze, że chociaż podziękowała. Po chwili znów:
— Tato!
— No?
— Jesteś mi potrzebny!
— Dobra już idę! — Zbieram się z krzesła. — No, co tam?
— Musisz mi wycisnąć tego brokatu.
— Tutaj?
— Tak… O, tu, tu i tu.
— Rozumiem… – Mruczę, ściskając tubkę. Bogu dzięki, robota wykonana prawidłowo, U. nie ma zastrzeżeń, ani nie rozpacza, że coś nie tak.
— No dobrze. – Ocenia. – Już nie jesteś mi potrzebny.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: