Mówi „lewo”, idzie w prawo

Łatwo się śmiać z człowieka, który nie umie odróżnić lewej od prawej strony. Albo łatwo jest gardzić i potępiać – zależnie od okoliczności.

Czemu o tym piszę? Bo coś takiego właśnie zdarzyło się Jonaszowi. Był posłany przez Boga jako prorok – człowiek z konkretnym słowem do konkretnej grupy – do miasta Niniwy. Było to słowo ostrzeżenia: nadchodzi kara za grzech. Po co? Jonasz dobrze przewidział: żeby mieli szansę nawrócić się.

To właśnie budziło jego sprzeciw i skłoniło do oporu, ucieczki. Miał silne poczucie niesprawiedliwości: dlaczego ci obrzydliwcy mają być wysłuchani przez Boga. Dlaczego cokolwiek dobrego miałoby ich spotkać? Czy nie zasłużyli sobie na potępienie?

Przyznajmy, ileż to razy w codziennym życiu i tym wirtualnym myślimy dokładnie to samo o pewnym człowieku, grupie? – Ten gościu – myślę – nie tylko jest już za głęboko w swoim bagnie, żeby go wyciągać. On wręcz zasługuje na to bagno, żeby się utopił! I będzie na tej ziemi lżej o jednego oszusta, złodzieja, zboczeńca.

Wiedział przecież, co robi! Wiedział i brnął dalej! Wiedział? Czy ja wiem zawsze, co jest za rogiem? Czy ktoś mi dał gwarancję na bezbłędność? Czy ktoś mnie wyleczył na dobre z głupoty? Czy ktoś sprawił, że mam jakiejś specjalne serce, nieprzewrotne? Dziś tak, a jutro inaczej. Ludzkie.

Dlatego właśnie Niniwa – miasto obrzydliwców, bałwochwalców, prostytutek, kanalii, szyderców i złodziei, miasto „nienawracalne”, stracone, miasto grzechu – dostaje szansę. Dlatego z tej szansy korzysta, szczerze i z zapałem (kto by pomyślał, serio!). I dlatego Bóg mówi:

A Ja nie miałbym żałować Niniwy, tego wielkiego miasta, w którym żyje więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie umieją rozróżnić między tym, co prawe, a tym, co lewe, a nadto wiele bydła? (Jon. 4:11, BW)

Sto dwadzieścia tysięcy – taki Wałbrzych – znika z powierzchni ziemi. Tego chcesz? Ludzie, którzy nie odróżniają, gdzie prawe, a gdzie lewe? Głupia rzecz. A jednak. I nagle ten najgorszy typ – w oczach ludzi godny najgorszej kary wymierzonej lekką ręką, okazuje się po prostu głupim ślepcem – godnym współczucia w oczach Boga. Godnym ostatniej szansy, zanim nadejdzie sąd.

Nie ma przecież ludzi, których powinno się spisać na straty. Nikt nie chce takim być. I nikt nie musi. Ostatnią szansą jest Jezus.

Autor: jpz2

Powiązane posty: