Moje prywatne bożki

„Tylko świątynki nie zostały usunięte” – ten tekst pojawia się kilka razy w Biblii. Zaczął mnie już nurtować i męczyć. Może i ja dopuszczam kompromisy?

W księgach historycznych Biblii, np. Królewskich, Kronik, często padają podsumowania rządów króla albo zwyczajów ludu. Ocena postępowania monarchy ma znaczenie o tyle, że – jak wiemy – ryba psuje się od głowy. Jeśli elity są złe, to czego oczekiwać po prostych ludziach? Ale co znaczy „złe” czy „dobre”? Według Biblii jest jedno kryterium rozróżnienia: jakie to jest w oczach Pana Boga?

We wspomnianych księgach „historycznych” Biblii jest 38 wzmianek o tym, że ktoś robił w życiu to, co złe, niegodziwe w oczach Boga. Dla porównania znajdziemy 11 wersetów o przeciwnej wymowie: to, co dobre, słuszne, przyjemne, odpowiednie w oczach Boga.

Bilans wypada niekorzystnie, można rzec: zaledwie jeden na pięciu przywódców postępował sprawiedliwie (tak pi razy oko). A jaka była wina pozostałych czterech? No cóż, po prostu i przede wszystkim bałwochwalstwo. A tak z polskiego na nasze… co to za grzech? Jaki występek, błąd? O co chodzi, Panie Boże?

Zaczęło się dość niewinnie: od budowy alternatywnych dla Jerozolimy miejsc kultu – oddawania Bogu ofiar, uwielbienia, czci. Potem było tylko gorzej. Ponieważ Bóg tych ołtarzy nie honorował, nie odwiedzał, nie przyjmował, to naturalną koleją rzeczy król i lud zaczął ofiarowywać i kadzić innym bogom, martwym i bezczynnym. Nieraz zapożyczali imiona (Baal, Astarta) i wierzenia od sąsiadujących z nimi narodów.

I, co ciekawe, była taka rzecz, której nawet ci „dobrzy” królowie nie potrafili wyplenić, wyrugować, naprawić po „złych” poprzednikach (motyw powtarza się cztery razy). Dziś powiedzielibyśmy: szara strefa.

Tylko świątynki na wyżynach nie zostały usunięte i lud w dalszym ciągu składał na wyżynach ofiary i spalał kadzidła. (1 Król. 22:43-44, BW)

Prawdopodobnie były to ofiary i kadzidła dla bożków nie mających nic wspólnego z żywym Bogiem Izraela. Aczkolwiek wyrażały tęsknotę ludzi za wyższym bytem, którego przychylność lepiej mieć, bo bez niej ani rusz. Co ich skłaniało do budowania tych pseudoświątyń? Prawdopodobnie to, co i dziś każe nam ufać rzeczom zupełnie niezdolnym do działania.

Czym się różnię od tamtych ludzi, jeśli np. ufam, że pieniądze mi zapewnią spokój i radość? Ja mam pieniądze, oni mieli świątynki. No i co z tego? Jedno i drugie tak samo martwe. Tymczasem dziś trafiam na słowa, które uczą zupełnie przeciwnego podejścia do ziemskich spraw:

Ci, którzy (czczą) trzymają się próżnych marności (marnych bożyszczy), pozbawiają się łaski (miłosierdzia Bożego), którą by mogli doświadczyć (opuszczają Łaskawego dla nich, swojego Miłościwego) (Jonasza 2:9, NBG+BW+BT)

Prawie to samo mówi Jezus:

Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. (Mat. 6:24, BW)

To jest dość oczywiste, ale… niech pomyślę: skoro tak niewielu królów postępowało uczciwie, a z tych niewielu jeszcze mniej było bez zarzutu (nie pozwalali na żadną formę bałwochwalstwa), to jakie są moje szanse? Jakie prawdopodobieństwo, że ustrzegę się błędów? Znikome. Najlepiej już teraz zastanowić się, czy nie zostały mi do zburzenia jakieś „świątynki na wyżynach”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: