Mój brat, mój wróg

Jedziemy rowerami. Fi. pędzi. Pozwalam mu pędzić, nauczył się już zatrzymywać we właściwym miejscu i czekać. Ale tym razem…
– Filo, zaczekaj! – Krzyczy U. – Zaczekaj, chcę ci coś powiedzieć!
Fi. pędzi dalej, stanął wreszcie, nieco dalej. Ale jest już za późno. U. podnosi raban. Okazuje bezbrzeżne oburzenie i strzela teatralne miny. Łez tylko brak.
– Ulciu, jesteś zła na Fila, że nie poczekał?
– Tak! Więc teraz to ja jadę, a on niech przemyśli swoją sprawę! Yych!
Tymczasem, o dziwo, Fi. wraca się te parę metrów. Staje przy mnie i przy U.
– No dobra, Ula, przepraszam.
– Nie wybaczam! – Siostra okazuje zero litości (ostatnio się tego nauczyła). Fi. unosi brwi.
– To jak nie wybaczasz, to ja nie przepraszam!
Chwila ciszy. Jestem. Nie ingeruję dopóki wydaje mi się, że komunikacja nie szwankuje. A tu wszystko jasne. W końcu odzywa się znowu U.
– No dobra, Filo, wybaczam.
– No to ja przepraszam.
– A chciałam ci powiedzieć, że… przecież możemy kierować i wybierać drogę wszyscy razem.
– A, no pewnie! – Ucieszył się Fi.
– Tak, tata? – Upewnia się U.
– No, możemy razem, mhm… – Przytakuję, chociaż mam inne zdanie. No, zresztą nieważne… Grunt, że się dogadali.

Wróciłem pamięcią do tej sytuacji, gdy czytałem fragment z Ew. Mateusza 5: „Wiecie, że powiedziano: Masz kochać swego bliźniego, a wroga mieć w nienawiści.” ‭‭(‭SNP) -‬‬ To jest ten moment, gdy Jezus każe kochać nieprzyjaciół.

I kolejny raz dobiera się do serca. Nie po to zapisano przykazanie miłości bliźniego, żeby później to wykrzywiano i „wzbogacano” o nienawiść do wrogów. Jezus wyraźnie zaznacza: „POWIEDZIANO” (a nie „napisano”) – chodzi o przekaz ustny, błędną tradycję i interpretację Tory.

Lubię, gdy moje dzieci wykazują wrażliwość. To jest wykonywanie przykazań sercem, zgodnie z Duchem prawa. Skupienie na „kochaj”, zamiast na „bliźniego”. Gdy to traktować zbyt literalnie, to zaraz wykreślę z listy wszystkich moich bliźnich. I po kłopocie.

Tak, widzę to nazbyt często. Dzieci robią to bezceremonialnie. Przykładowy tekst: „Ty już nigdy nie będziesz się ze mną bawił(a)!” Albo: „ja sobie jadę, a on niech przemyśli”. My, dorośli, robimy to bardziej subtelnie, żeby nic nie zgrzytało w sumieniu. Ale jest to równie dziecinne.

Autor: jpz2

Powiązane posty: