Modły na pudy

Nudy? Nie, tam. Kolejny raz wypada mi podkreślać różnicę między wiarą, a religią; można się modlić, bo tak trzeba – to religia. A można też się modlić, bo tak potrzebuję – to wiara. Proste? No to jadę dalej.

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. (Mat. 6:5, BW)

Przerwę na chwilę. Tu jest jasna sprawa. Pisałem już o tym. Po co się modlę? Żeby ludzie to zobaczyli? Oczywiście, że nie. A może, żeby samemu dobrze się z tym poczuć? To już zdarza się częściej, nawet najlepszym. Ale to jest tak, jak przestrzeganie konwenansów. Trzeba odezwać się do cioci, bo nie wypada inaczej. Nie wypada nie pomodlić się, powiedzmy, raz w tygodniu. No, nie wypada. A co mnie, psia mać, obchodzi, co wypada, a co nie? Chyba chodzi o to, czego chcę, nieprawdaż?

Człowiek, który modli się albo dzwoni do cioci, „bo wypada”, wpadnie w inne towarzystwo, gdzie modne będzie inne zachowanie i zaniecha dawnych zwyczajów. Bo tak naprawdę nigdy ich nie potrzebował. Tak jak nic nie znaczył dla niego Bóg, tak i ciocia nie reprezentuje sobą zbyt wiele. Ale jeśli Bóg coś znaczy, sprawy zaczynają wyglądać inaczej:

Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. (Mat. 6:6, BW)

Jedne z najgorszych myśli przychodzą rano. Są one w stanie zgnoić cały dzionek, zrównać z ziemią wszelkie dobre zapędy i podniety, jeśli kiedykolwiek pojawiły się one w moim sercu. Kiedy zamykam za sobą drzwi, rano lub w dowolnym czasie, oczekuję, że Ojciec mi odpłaci. Pokojem, miłością, zaopatrzeniem, uzdrowieniem. Złe myśli odchodzą. Złe zdarzenia pozostają w sferze domysłów i fikcji.

A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie. (Mat. 6:7-8, BW)

No i to jest najlepsze. Zaklinaczom dziękujemy. Gadulstwem nie ściąga się żadnej bożej obecności. Ona jest. On mówi. On słucha. Patrzy mi w oczy i słucha. Każde słowo ma znaczenie, bo mam do czynienia z Bogiem, który po pierwsze, wszystko słyszy, a po drugie, za bardzo mnie ceni, żeby mnie ignorować.

Jeśli tylko potrzebuję, nie muszę udawać, że modlitwa to coś, co wypada albo nie wypada robić. Jeśli potrzebuję, to po prostu zwracam się do Niego. I naprzeciw mnie siedzi i słucha Ten, który wie o mnie wszystko i jest. Najpierw po prostu jest ze mną i to wystarczy. A poza tym… daje mi wszystko, czego mi potrzeba.

Autor: jpz2

Powiązane posty: