Mniej żreć, więcej jeść

Wszyscy piszą o zmartwychwstaniu, no to ja inaczej: o żarciu. Przecież to – obok rodziny i wiary – główna oś obecnych świąt w polskiej tradycji. A dobrze, jeśli to skłoni do myślenia o jedzeniu przez cały rok.

Przeczytałem dziś tekst, który mnie sprowokował. Trafiłem na niego, bo guglowałem „jedzenie w judaizmie”. Chciałem dociec na skróty, co Biblia mówi o jedzeniu, poza tym, że jest pożywieniem i przyjemnością. Mówi dużo, więc stąd wzięła się idea i dość obszerne zasady koszerności pokarmu w kulturze żydowskiej. Zaczyna się bardzo wcześnie:

Potem rzekł Bóg: Oto daję wam wszelką roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie drzewa, których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was pokarmem! (1 Moj. 1:29, BW)

Potem był potop i ten ideał diety wegańskiej został zmieniony – doszły pokarmy mięsne i szereg wskazówek, co tak, a co nie. I jak! W powyższym tekście czytam, że te zasady ani nie są archaizmem, ani też nie są dziełem „Wielkiego Dietetyka”. Służą raczej temu, by człowieka czynić mniej zwierzęcym, instynktownym, cielesnym, a bardziej uświęconym, boskim, duchowym. A to wszystko w wymiarze fizycznym.

Przyznam, że dla mnie osobiście jest to spore wyzwanie. Jedzenie bywa problemem, odwlekam tę czynność często z lenistwa i z przekonania, że inne zajęcia są ciekawsze. W efekcie bywam głodny na własne życzenie i sprowadzam odżywianie do fizjologicznego obowiązku. Moja żona – smakosz i moje przeciwieństwo w sztuce jedzenia – przekonuje mnie co i rusz o przyjemnych stronach tego instynktu.

Tymczasem mamy w Torze coś więcej! Coś więcej niż zaspokajanie głodu, zdrowe odżywianie według „diety Stwórcy” i zmysłową przyjemność ucztowania. Coś więcej, czyli jakby staranie, by jedzenie przenosić wciąż z natury do kultury, by swego instynktu używać do duchowego wzrostu. Rodzi się we mnie chęć i ambicja, żeby coś z tym zrobić!

Autor: jpz2

Powiązane posty: