Mit seksualnego dopasowania

Skończmy z zaspokajaniem ego! Piszę to jako laik w dziedzinie seksuologii, jako trzeźwy czytelnik Biblii, jako poirytowany głupim wywiadem w „WO”, jako mąż z króciutkim… stażem.

„Wysokie Obcasy” mam w domowej toalecie całkiem za darmo. Papier nie nadaje się do zastosowań higienicznych, za to zawsze nosi na sobie kilka takich tekstów, że ręce z biustem opadają. Czytam je, żeby jak mówią moi przyjaciele, trochę się zdrowo powkurzać. Taki intelektualny sport. Na okładce „WO” (nr 44/699) uśmiechają się Ewa Wanat i Andrzej Depko, a nad nimi hasło przewodnie: „W seksie pomysłowość ludzka nie ma granic”. W środku czeka wywiad o ich wspólnej książce, która dotyczy seksualnych perwersji. Ogólna wymowa jest taka, że każdy ma swoje upodobania seksualne tj. drogi podniecenia, zafiksowane najczęściej w samotności; z drzewem, z pieluchą, ze zwierzątkiem, jako ekshibicjonista. Stawia się tezę, że człowiek nie zazna szczęścia, jeśli nie znajdzie sobie kogoś z podobną perwersją.

No dobrze, ale nie wszyscy są perwersyjni. Większość ma „tylko” swoje wyobrażenia, marzenia, fantazje, czasem przyzwyczajenia, z którymi poznaje kochanka, kochankę. Stąd popularne przekonanie, że nie warto przyrzekać „że cię nie opuszczę aż do śmierci”, skoro jeszcze nie wiem, czego on lub ona oczekuje w łóżku. Może do siebie nie pasujemy?!!

Ależ pasujemy, bez obaw! Trzeba tylko wywinąć mózg na prawą stronę i powiedzieć: chcę dopasować do niej to, co jej dam (z miłości). A nie dopasowywać ją do tego, co chciałbym wziąć.

Mąż niechaj oddaje żonie, co jej się należy, podobnie i żona mężowi. Nie żona rozporządza własnym ciałem, lecz mąż; podobnie nie mąż rozporządza własnym ciałem, lecz żona. (1 Kor. 7:3-4, BW)

Autor: jpz2

Powiązane posty: