Miłość – primum non nocere

Czyli „po pierwsze, nie szkodzić” – maksyma lekarzy równie dobrze sprawdza się w miłości. Miłości wielkiej i małej, wzniosłej i przyziemnej; na randce, w domu, w kościele, w pracy, na ulicy…

Wczoraj minęła nam czwarta rocznica ślubu. Zostawiliśmy dzieci z babciami, kwiaty, restauracja, plaża… no i rozmawialiśmy też o sobie – po tych czterech latach; co jest dobre, a co by mogło być lepsze. Pozostając w oparach tych rozmyślań, czytałem sobie dziś list do Filipian i trafiłem na ten werset:

I nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie. (Flp. 2:3, BW)

Są tu trzy rzeczy, a brzmi jakby jedna. Bo czy nie chodzi o to samo? Jeśli (1) cokolwiek robię z kłótliwości, to przecież dlatego, że (2) oglądam się na siebie tylko, ego, próżną chwałę, zamiast (3) być pokornym, patrzeć na drugiego, że jest wyższy, znaczy bardziej godny uznania, szacunku, służenia.

Powiedziałbym, że NIE wypełnianie tego przykazania jest największym szkodnikiem w miłości. Nie tylko takiej małżeńskiej, ale w ogóle we wszystkich relacjach z ludźmi, gdzie można okazać się miłym, uprzejmym, coś zrobić bezinteresownie, ofiarować czas, siły, staranie.

Każdy, kto posiada w tym jakieś doświadczenie, będzie potrafił podać różne sposoby i triki, jak miłości pomóc, jak wzmocnić relację; co zrobić, żeby było jeszcze lepiej. Ale pewnie wszyscy zgodzą się co do jednego: po pierwsze, nie szkodzić!

Autor: jpz2

Powiązane posty: