Miedziany wąż i sentymenty

Pewien młody vloger katolicki poświęca niemałą część swoich filmów apologetyce, tj. obronie wiary – w tym przypadku wiary katolickiej przed protestantami. Użył np. figury miedzianego węża dla uzasadnienia obecności rzeźb świętych w religijności rzymskich katolików.

– Te rzeźby – powie rasowy protestant – są wprost zabronione w Dekalogu. – Katolik na to: – Ale Mojżesz, który ten Dekalog i całe prawo otrzymał od Boga, jednocześnie na Jego polecenie wykonał miedzianego węża, na którego mógł spojrzeć każdy ukąszony przez węża i pozostawał zdrowy. – Bo rzeczywiście, akurat w tym czasie lud zmagał się na pustyni z plagą jadowitych węży. A więc te rzeźby niezliczone, zwłaszcza maryjne, są rzekomo jak ten wąż – wiadomo, same w sobie nie mają mocy, nie składamy im też ofiar, są tylko jakby znakiem ufności Bogu.

Cóż na to rzec? Niech to, co teraz napiszę, nie będzie odczytane jak „odbicie piłeczki” przez protestanta. Zacytuję historyczną księgę dla ostrzeżenia – najpierw samego siebie:

To on [Chiskjasz – król judzki] usunął wyżyny skruszył posągi, wyciął astarty oraz rozbił miedzianego węża, którego sporządził Mojżesz; bowiem do tego czasu synowie Israela palili mu kadzidła, nazywając go Nechusztan. (II Krl 18:4, NBG)

Chiskjasz wykazał się brakiem skrupułów, sentymentów i politycznej poprawności. Nie dbał o to, że urazi czyjeś uczucia religijne. Zniszczył węża! Dziś, znając całą tę historię, mogę powiedzieć: należało rozwalić miedzianego gada dużo wcześniej; zaraz jak skończyła się plaga węży! Bo widać, czym się kończy czczenie takich figur, posiadających rzekomo moc – odejściem od Boga.

Nie będę snuł analogii z katolickimi obrzędami i zwyczajami osadzonymi częstokroć w ludowej religijności (niekoniecznie zgodnej z katechizmem). Bo, jak wspomniałem, biorę to bardziej do siebie (tak chyba najłatwiej zmienia się świat). Pytam: a ja – jakiego to mam miedzianego węża? Może zdarzyło się tak, że Bóg zrobił dla mnie coś wspaniałego, a ja próbuję to powtórzyć, wywołać jak ducha. Nie uda się.

Mogę wierzyć w jakiś schemat postępowania Boga, zamiast… w samego Boga! I będzie to forma bałwochwalstwa. Utrzymuję, że ufam Bogu, ale miedzianej figury na wszelki wypadek się nie pozbędę. „Nie wolno. Święta. No i tak robiło się zawsze”. I co z tego? Bóg chce być tatą, nie technokratą.

Autor: jpz2

Powiązane posty: