Mężczyzna czy chłopiec?

Zamiast pisać o byciu mężem i tatą, ja po prostu staram się być i tym, i tym. Tak już bywa, że nie daję rady pisać. A że przeleciały mi już dwa terminy, to może w oczekiwaniu na najbliższy piątek wrzucę moją myśl (nie)dzisiejszą, tzn. że dopiero dzisiaj jasno zadźwięczała w mojej głowie, a wcześniej tylko snuła się i nieśmiało zaczepiała – to z tej, to z tamtej strony. Była, ale w częściach, jakby rozbity dzbanek. 
Nie wiem, jak wy się czujecie ze swoimi latami w kalendarzu i jak o sobie myślicie: jestem dorosły, dojrzały, a może jeszcze nie? Ile mi brakuje? Czy ja w ogóle chcę być dojrzały i co to właściwie znaczy? Przyznam, że ja jeszcze ciągle widzę w sobie bardziej chłopca niż mężczyznę, no dobra: chłopaka. Chociaż wiem, że to tylko moje subiektywne odczucie, że ludzie patrzą na mnie inaczej, niż ja sam siebie widzę. Myślą, że jestem już całkiem dorosły. Że jestem mężem, mężczyzną itd. I właśnie w związku z tym ta refleksja:
Co odróżnia mężczyznę od chłopca? Wiek? Niezupełnie. Doświadczenia z kobietami? Nie, o ironio. Pieniądze i niezależność? Też nie. Ale to, że żyje, robi, walczy, poświęca się dla innych (z miłością).
O tym, według mnie, mówi końcówka Hymnu o miłości – por. 1 Kor. 13:11-12

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. (BT)

Kiedyś zajdzie w każdym z nas podobna zmiana, jaka zachodzi w chłopcu, kiedy staje się mężczyzną. Kiedyś to znaczy kiedy? Apostoł Paweł pisze tak, że trzeba się domyślić: Gdy przyjdzie to, co jest doskonałe i zniknie to, co jest tylko częściowe. (1 Kor 13:10, BT) Na ogół sądzi się, że to ma być po śmierci, kiedy stanę przed Bogiem i zyskam doskonałe poznanie, do którego teraz mogę się co najwyżej zbliżyć. A może chodzi o co innego, że to, co jest doskonałe, przyjdzie wcześniej, np. jeśli oddam życie za przyjaciół, czyli, jak mówił Jezus, wykażę się największą możliwą miłością i wtedy poznam, jak zostałem poznany.
Wtedy zakapuję, co to jest – ta miłość, o której tak pięknie napisał Paweł, że teraz się to czyta na większości ślubów, a tylko niewiele z tych osób, które słuchają, rozumie, o czym jest ten tekst. Wtedy poznam miłość, która uprzednio poznała mnie. Poznam Boga, który uprzednio pokochał mnie. Kiedy przejdę tę długą drogę do dojrzałości, że zapomnę o życiu dla siebie, wtedy dopiero będę w stanie zrozumieć, co Bóg dla mnie zrobił i co do mnie czuje.
Jest takie złośliwe powiedzenie, że kobiety mają wybiórczą pamięć absolutną. To znaczy, że zapamiętują jakoś głównie te złe rzeczy, a nie chcą pamiętać tych dobrych. A przynajmniej są bardziej skłonne przypominać złe, a nie dobre. Myślę, że to powiedzonko ukuli sfrustrowani mężczyźni. Ja rozumiem, to się może zdarzyć. Wtedy przychodzą do głowy takie myśli: zacznę zapisywać. Normalnie będę zapisywał wszystko, co dałem z siebie dobrego, a potem tę karteczkę wyciągnę jako dowód. Ona chce się licytować, to będzie miała licytację! Złość. Złość przechodzi i powraca spokój wodza. Wódz jest wodzem, dopóki pozostaje dawcą. 
Kobieta – SIUP! Nagle jest niezadowolona. Nic nowego: la donna mobile. Cudownie! To oznacza, że… SIUP! Zaraz może być znów zadowolona. Może. Natura kobiet, oczywiście nieodgadniona i tajemnicza, jest jednak od czasu do czasu strasznie śmieszna. Wiem, że teraz narażam się. Wiem, bo parę lat temu napisałem coś podobnego (o relacjach z dziewczynami): „myślałem, że jestem dość dobry w te klocki”. Oj, ale dostałem po głowie, już nie wspomnę, od kogo i jak. Dziś wydaje mi się to śmieszne: kobiety są takie, że nie lubią, kiedy się mówi, jakie są kobiety.

W każdym razie wracam do upragnionej puenty: zawaliłem jakąś sprawę? Spokojnie, zaczynam od początku. I kiedy po raz setny zacznę od początku, może w końcu poznam, jak zostałem poznany. Może się stanę naprawdę dojrzałym mężczyzną.

Autor: jpz2

Powiązane posty: