Metatekst

Czyli tekst o tekście. Ję. brat jedzie z A. na koncert. Branford Marsalis – gratka; bilety „wydzwonione” w radiu. Ja z O. bratową zostajemy.
– Och, to już? Wychodzicie?! – Obudziłem się z ręką w nocniku. W odpowiedzi tylko zobaczyłem, jak Ję. chwyta kluczyki od auta, a A. przekłada torebkę przez szyję. – Myślałem, że jak dałem ci pospać przez godzinę, to teraz będzie moja kolej. – Żalę się żonie, jednak bez nadziei na spełnienie tego marzenia.
– Ha ha ha… – Nabija się już O. – Jaki interesowny.
– E, tam… – Zbyłem ją. – Czyli co, ja mam sam dzieci spać położyć??
– Tak, tak, Jasiu… – Mądrzy się Ję. – Nie będzie dzisiaj wpisu na blogu.
– Będzie, codziennie musi być. Jeszcze za wczoraj, czyli dzisiaj dwa.
– Co ty, codziennie musi być wpis? A nie lepiej, jakbyś pisał codziennie, ale notatki – bez publikowania? I raz na tydzień wrzucałbyś jakiś bardziej przemyślany tekst?
– Ale wiesz, chodzi o to, że jak chcesz pisać, to musisz pisać. Rozumiesz? Najlepiej codziennie.
– No to codziennie, tylko publikowałbyś co tydzień.
– Hm, nie. Czasem… właściwie często jest tak, że po dwóch dniach nie pamiętam już jakichś emocji, wrażeń, odczuć, które były…
Przemyślałem to sobie jeszcze przez pół minuty: bo z tego się przecież składa nasze życie – z tych chwil, a mniej z myśli. Myśli to tylko nadbudowa, która pozwala sądzić (z przyjemnością), że to wszystko nie jest aż tak banalne.
Autor: jpz2

Powiązane posty: