Ma za swoje

Wysiadamy z samochodu. Majstruję coś przy foteliku U. Tymczasem Fi. wymyśla psoty.
– Aua! – Krzyczę od bólu. Nie tam jakiegoś wielkiego, ale jednak. Fi. rzucił we mnie twardą zabawką. Dostałem w twarz. – Mam ochotę cię rzucić czymś! – Mówię ze złością. – Żebyś miał za swoje.

Fi. już się nauczył, że tylko tak mówię. Nie widać po nim, żeby się jakoś bał. Kiedyś jeszcze tego nie wiedział. Walnął mnie, a jak mu pogroziłem, to zgodził się: „dobrze tato, tylko nie w oko, żebym nie miał podbitego”. Mi wtedy ręce opadły. Nic nie rozumie…

– Ale dlaczego? – Dopytuje Fi.
– Co dlaczego? Chciałbym, żebyś miał za swoje?
– No… Dlaczego?
– Bo jestem zły, że dostałem w twarz. No a poza tym tak by było sprawiedliwie. Każdy powinien dostać to, na co zasługuje.

– Nie lubię cię.
– Bo powiedziałem ci prawdę? – Wypaliłem. Już ten tekst słyszałem tyle razy, że trudno było mi odpowiedzieć inaczej. Co gorsza U. nauczyła się tego od Fi. Lekarstwo na wszystko: „nie lubię cię”. I sprawa załatwiona. Nic nie załatwione, jeszcze gorzej.

Zatrzasnąłem drzwi i wyprostowałem plecy. Wziąłem głębszy oddech. Otwieram z drugiej strony drzwi, żeby Fi. wyszedł wreszcie.
– Każdy dostanie nagrodę albo karę. To jest prawe. Jeśli zrobiłeś coś złego, a nie dostałeś kary, to znaczy, że spotkała cię łaska i miłosierdzie. Głupota wygumkowana. A ja liczę, że to zadziała.

– A wy nam nie dajecie kar?
– Ano nie, jeśli jeszcze nie zauważyłeś. Nie bijemy was, nie więzimy, nie robimy szlabanów na bajki i tym podobne. Najgorsze, co was spotka, to że podniosę głos albo na chwilę się obrażę. To już nie jest miłosierne. Widać muszę się jeszcze trochę zmienić. A ty masz coś do przemyślenia.

Autor: jpz2

Powiązane posty: