Lider do wora, wór do jeziora

Dzisiaj już nie ma prawdziwych autorytetów. Tak się mówi. A jeśli to prawda, to dlaczego? Takie marne są ostatnie pokolenia? Najwyraźniej tak. I nie dlatego, że nie rodzą geniuszów, godnych i charyzmatycznych. Ale dlatego, że autorytetów nie znosimy.

Spotkałem się z człowiekiem, który wprost mówi, że nienawidzi jakichkolwiek prób nauczenia go, narzucenia czegokolwiek z góry, nakazania, wymagania. Od razu czuje się w opresji, zdominowany, zniewolony. Są ludzie, którzy boją się społeczności, wspólnot o zażyłych relacjach. Jak słyszałem, nie chcą o tym słyszeć, żeby ktoś się o nich troszczył, zaglądał im w życie i jeszcze, na domiar złego, chciał pomagać. „O, nie, dziękuję, postoję!”

Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego. Pewnie ma to jakiś związek z doświadczeniami rodzinnymi – z ojcem, matką… Trudno tu cokolwiek uogólnić. Ale zaryzykuję powiedzenie, że ta niechęć do dobrowolnego poddawania się radom mentorów albo opiniom i korekcie przyjaciół, ludzi bliskich jak rodzina – jest przyczyną dla dzisiejszego braku autorytetów.

I najśmieszniejsze jest to, że tracą na tym najwięcej nie autorytety, ale… ja sam, który autorytet odrzucam. Ja i my. „My”, jeśli ten bunt jest zbiorowy. Tak, jak się zdarzyło Izraelitom na pustyni:

Połączyli się, by wystąpić przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi, i rzekli do nich: – Dość tego! Cały bowiem zbór, wszyscy w nim są święci, i Pan jest wśród nich; dlaczego więc wynosicie się ponad zgromadzenie Pańskie? (4 Moj. 16:3, BW)

Mojżesz nie dyskutował z nimi. Nie próbował udowodnić, że nie jest wielbłądem. Zarządził coś w rodzaju testu. Jak to się skończyło, to się okazuje przed końcem rozdziału, polecam lekturę. Streszczę to jednym słowem: źle. Dla buntowników oczywiście. Karę zesłał sam Bóg. Mojżesz mógł tylko patrzeć, wytrzeszczyć oczy, złapać się za głowę i prosić „już wystarczy!” Bo w następnym rozdziale sytuacja się zaognia.

Przecież to jest takie współczesne! Jak często kwestionuje się dzisiaj zasadność postaw, decyzji, działań liderów… Nie tylko w kościołach. A punktem wyjścia jest zwykle to samo, jak wyżej: „wszyscy tacy święci, a wy się wynosicie”. Myślę, że ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę lider „pod ostrzałem” buntowników, jest udowadnianie, kim jest i dlaczego.

Liderzy, jak Mojżesz, są tylko ludźmi. To, jak mną kierują, muszę zawsze rozsądzać. Ale to nie musi, nie powinno iść w parze z kwestionowaniem ich pozycji. Bo są jak „święte krowy”? Nie. Bo nie przewidzę, jak to się skończy dla mnie, jeśli nie mam racji. A katastrofa przyjdzie z tej strony, z której zupełnie się jej nie spodziewam.

Autor: jpz2

Powiązane posty: