Lepsza praktyka od teorii

– Wierzysz?
– Wierzę.
– Skąd wiesz, że On jest?
– Wiem.
– Nie, nic jeszcze nie wiesz.
– Przekonał mnie ten kaznodzieja. To miało sens. Trzyma się kupy. Jest mądre. Trudno się przyczepić.
– A co z tym zrobiłeś?
– No, na razie nic. Ale słucham dalej.
– Mhm, do kościoła chodzisz…
– Chodzę.
– A skąd wiesz, że ci się nagle życie nie zawali?
– A dlaczego miałoby się zawalić?
– Jakiś tam mały kataklizm, tfu, tfu.
– Ja się będę zawsze Jezusa trzymać.
– Och, tak, oczywiście.

Ludzie dzielą się na praktyków i teoretyków. Jedno i drugie jest dobre, ale Jezus przestrzega tych, którzy słuchają, a nie wykonują:

Czemu to wzywacie Mnie: „Panie, Panie”, a nie czynicie tego, co mówię? …ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki. (Łuk. 6:46,49, BW)

Kto wykonuje słowo, o tym można powiedzieć, że się dokopuje do jego istoty. Dowiaduje się, jak ono działa, na ile jest pewne. To kosztuje; czas, pot, pieniądze. Ale pewność, że dom nie zachwieje się, jest tego warta.

To tak samo jak z tą drzazgą w oku brata i belką w moim. Spróbuj z belką wyjmować komuś drzazgę z oka. Nawet jej nie zauważysz, chyba że teoretycznie. Spróbuj strzepnąć komuś pyłek z garnituru, kiedy sam jesteś umazany smarem i ziemią. Teoretycznie możesz.

To tak samo jak z dobrym drzewem i jego dobrym owocem. Teoretycznie nie różni się ono od złego drzewa. Ten sam gatunek. Dobry i zły człowiek. Jak odróżnisz? Jak jeszcze modlą się tymi samymi słowami. 

Te porównania nie są z kapelusza, ale z kontekstu. Jezus mówi to ciurkiem, więc przyjmuję, że jest tu logiczny związek. Bo jest. Warto zapytać: ile jest we mnie takiego mądrali, który ma w głowie poukładane, celnie punktuje cudze grzechy, wtapia się w tłum „wierzących”, ale gdy przyjdzie powódź, jakaś próba, zostanie zmieciony nurtem rzeki?

Czy moje życie jest przemyślane, czy przećwiczone z Biblią w ręku?

Autor: jpz2

Powiązane posty: