Łaskawy

– Rozmawialiśmy wczoraj o rozkazywaniu, prawda Filu? A właściwie chciałem z tobą porozmawiać, a wyszło tak, że mówiłem tylko ja. Ty wolałeś bawić się dalej. A może gdybyś zechciał mi odpowiadać, to więcej byś zapamiętał.
– Ale tato, czy możesz wrócić tu z odkurzaczem?
– Nie, już go wyłączyłem. Zresztą zrobiłem to tak, jak obiecałem, po krótkiej chwili, bo chciałem dokończyć odkurzanie, żebyś ty miał ciszę i mógł z mamą rozmawiać na odległość. Tak?
– Tak, ale zacznij wszystko od początku.
– Ja myślę, że tobie już nie chodzi o to, żeby mieć ciszę, tylko żebym ja spełniał twoje rozkazy, tak?
– Tak.
– Rozumiem. Ale pamiętasz, co ci mówiłem? To, co mama; że dzieci nie rozkazują rodzicom. Rodzice mogą rozkazywać dzieciom, ale staramy się to robić w ostateczności. Kiedy się spieszymy w ważnej sprawie albo kiedy nie chcemy narobić gdzieś hałasu i wstydu, albo dbamy o wasze bezpieczeństwo, żeby się nikomu krzywda nie stała. I tym podobne. A na ogół was przekonujemy, prosimy. Bo wiemy, że rozkazywanie jest niemiłe… – Na ten mój monolog Fi. już nic nie odparł, zamyślił się, zamilkł.
A ja, korzystając z paru sekund spokoju, westchnęłam sobie i posłuchałem swoich słów, które jak echo w głowie brzmiały jeszcze – czy wszystko to ma sens… No i czy to nie za długa przemowa. Do małych chłopców trzeba w krótkich, żołnierskich słowach. – No więc, Filu, to nie moja wina, że się złościsz. Mogę cię pocieszyć, jeśli jest ci przykro, ale nie muszę cię słuchać, zwłaszcza gdy nie prosisz, tylko rozkazujesz. – I myślę: – Tak, to było krótkie!
Potem jeszcze U. sprawia A. swoją awanturkę. A. po wczoraj na już dość tych krzyków i wygląda na to, że i dziś… ma prawie zepsuty ranek. Podchodzę i głaszczę ją. I myślę sobie coś,  co już nieraz jej mówiłem – „ty jesteś mistrzem na torach”. Taki gryps. W bajce „Tomek i przyjaciele” doświadczona lokomotywa Hirek uczy Tomka, jak radzić sobie że złośliwymi wagonami. – Pamiętaj… – Mówi. – Ty jesteś mistrzem na torach. – Co znaczy tyle, że żadne złośliwości nie przeszkodzą mu w wykonaniu zadania, w transporcie.
A jakie jest moje zadanie? Też: ciągnąć ten wózek dalej. Nikogo nie skrzywdzić, choć jestem silniejszy. Być jakimś – pewnie niedoskonałym, ale jednak – obrazem Boga Taty, który jest łaskawy, wciąż łaskawy, nie szybko się gniewa, a prędko wszystko przebacza. Pocieszać płaczących, rozweselać smutnych. Uczyć, ostrzegać i tak dalej… No i być, niezmiennie. Łatwo się mówi? 
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: