Łagodne

Koleżanka zdenerwowała się na córkę.
– Muszę ochłonąć po rozmowie z nią. – Mówi i odkłada telefon.
– Ochłonięcie dużo daje. – Oceniam. Niezbyt głęboka ta refleksja, ale jakaś… Czasem lepiej coś powiedzieć niż nie powiedzieć.
– No jak można się nie denerwować?! – Pyta z wyrzutem. Nie do mnie, ale gdzieś – wyrzut w przestrzeń bezimienną. Bo nikogo prócz mnie tutaj nie ma. Dojadam zupę. W odpowiedzi staram się nie powiedzieć nic głupiego. Uśmiecham się delikatnie. Czasem to lepiej: uśmiechnąć się. A czasem lepiej smucić, jak ktoś obok się załamał. A czasem… trudno ocenić, co lepiej.
– Wiem, rozumiem cię. Czasem bywa ciężko z tymi nerwami, ze złością.
– I dzwoni specjalnie teraz, kiedy myśli, że nie mam czasu się zastanowić. I że na wszystko pozwolę. – Wraca myślami i opowiada mi całą sytuację. – I jeszcze płacze mi do słuchawki. – Z każdym słowem jakby schodziło ciśnienie. A ja wszystko rozumiem, słucham. Tylko… w końcu nie powiedziałem najważniejszego: mi pomaga Duch Święty. Polecam. Trzeba się nawrócić. Po ludzku to trudno tak: nie wyżywać się na drugim, zwłaszcza tym najbliższym. Zwłaszcza, kiedy się ma rację. A w Duchu się wyrabia to łagodne usposobienie. Może powoli, nie z dnia na dzień, ale jednak…

Autor: jpz2

Powiązane posty: