Kupuję przyjaźń, kupuję miłość

Zawsze miałem pieniądze na to, co chciałem. Jeśli nie miałem, to już nie chciałem. Bo nie pragnąłem chcieć więcej, niż mogę kupić. Oprócz chęci są jeszcze potrzeby. A potrzeb mam tak niewiele, że mogę je wymienić: jeść, pić, mieszkać, ewentualnie ubrać się – to wszystko. Myślę jeszcze o kilku pomniejszych, ale nie chcę komplikować tego skromnego pejzażu. Finansowanie tych moich potrzeb przez szczodrych rodziców powoli wysycha jak źródełko i to jest dobra kolej rzeczy.

Co nowego? Oczywiście za potrzeby płacę ja. Poza tym, coraz gęściej nachodzą mnie chęci, z których rezygnować (z powodu braków na koncie) nie warto. To są chęci dawania.

A teraz przykład. Jeśli pomyślę o małżeństwie, to zaraz wszystko mi się pierdyknie w tej misternej konstrukcji. Okaże się, że moje życie jest bardziej poplątane niż mój przewód pokarmowy. A brzydkiej podłogi nie można zasłonić milusią wykładziną, tylko trzeba wymienić panele. Ale te potrzeby to jeszcze pikuś. Jest pewien obrzydliwy sposób myślenia, z którym ostatnio nie mogę się pogodzić. Trudno go zwalczyć, bo jest w nim sporo prawdy. Streszczę go tak: jeśli masz chęć na małżeństwo, musisz mieć dość forsy.

Do tego sprowadza się wiele pouczeń o życiowej odpowiedzialności. I to jest wielkie nieporozumienie. Bo jeden myśli: małżeństwo to miłość, miłości kupić nie można. A drugi myśli: małżeństwo to możliwość bycia razem tak długo i blisko, jak tylko się pragnie – a to już kupić można.

To jak jest w końcu, czy małżeństwo jest towarem, czy nie jest? Nie mogę kupić miłości, ale mogę kupić możliwość przebywania razem. A co jest warta miłość na odległość? Chyba tyle, co wiara bez uczynków. Tylko kupę tęsknoty i zmartwień. Tyle jest warta miłość bez pieniędzy. Smutne, nie?

Kiedy nazwałem to po imieniu, długo nie mogłem tego przeboleć. No bo jakże to: Miłość miałaby być bezsilna bez wsparcia mamony?! Aż znalazłem fragment, który znam niemal na pamięć, a jednak zwalił mnie z nóg:

I Ja wam powiadam: Zyskujcie sobie przyjaciół mamoną niesprawiedliwości, aby, gdy się skończy, przyjęli was do wiecznych przybytków. Kto jest wierny w najmniejszej sprawie i w wielkiej jest wierny, a kto w najmniejszej jest niesprawiedliwy i w wielkiej jest niesprawiedliwy. Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie nie byliście wierni, któż wam powierzy prawdziwą wartość? A jeśli nie byliście wierni w sprawie cudzej, któż wam poruczy rzecz własną? Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. (Łuk. 16:9-13, BW)

Czy Jezus każe mi kupować przyjaciół?? Jak można to wyjaśnić? Czy to mamona sprawia, że zdobywam prawdziwą wartość (przyjaźń, miłość)? Nie, to Bóg powierza mi ją. Cóż mogę zyskać, gdy nie poświęcę na wstępie głupich złotówek? Kiedy kocham człowieka, to dawanie pieniędzy jest pierwszym, mało wartym sposobem okazania miłości. Kiedy kocham i z tej miłości służę człowiekowi, to kocham i służę Jezusowi, a więc nie mamonie.

P.S. Polecam niesamowitą przypowieść poprzedzającą zacytowane wersety (Łuk. 16:1-8) oraz przypisy do Łuk. 16:9, czyli: Łuk. 14:14, Mat. 6:20, 10:40 oraz 19:21.

Autor: jpz2

Powiązane posty: