Ktoś obrzydził to jedzenie

Kiedy proponują mi nieznaną potrawę, mam ochotę powiedzieć „nie”, bo pewnie niedobre. – A próbowałeś? – Zapytuje wewnętrzny głos. – To spróbuj! – Przekonuje. To samo mam dzisiaj z „żydowskimi” przykazaniami.

Chrześcijanie z dłuższym „stażem” wiary na ogół zdążyli już usłyszeć to jedno z najbardziej frapujących pytań o Boga i religię: czym się różnicie od reszty? Jako pytanie retoryczne – to boli. Bo ludzie żyjący bez Boga, zwani bezbożnikami, albo nie chcą dostrzec różnicy, albo – co gorsza – tej różnicy po prostu nie ma.

Najpewniej istnieją osoby tak twardogłowe (twardo-sercowe?), że faktycznie nie chcą widzieć różnicy. Ale prawdopodobnie jest to mniejszość. Na ogół problem leży po drugiej stronie: kościół się nie wyróżnia. Bezbożnik spotyka człowieka, który nazywa siebie „chrześcijaninem”, palcem pokazuje na Jezusa, że to jego Mistrz, a jednocześnie swoimi czynami, słowami i stanem ducha nie odstaje od przeciętnej. Jaki sens? Po spotkaniu trzeciego, dziesiątego takiego „chrześcijanina” pozostaje już tylko retoryczne pytanie i gorzka ironia. Czy to dziwne?

— Oczywiście, że NIE dziwne! – Tu podnosi głos coraz więcej uczniów Chrystusa, którzy starają się wracać do źródeł i odkrywają, jak wielka pomyślność płynie ze stosowania bożych przykazań, nie tylko tych dziesięciu znanych z lekcji religii, ale WSZYSTKICH. Jednocześnie są tak radykalni i zapamiętali w machaniu mieczem Słowa, gromieniem i napominaniem, że już nawet nie przebąkują o łasce, miłosierdziu i takich tam… Tymczasem Apostoł Piotr pisze:

bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest (BT) lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste (BW) lub: z cichością i z bojaźnią, mając sumienie dobre (BG) – I Piotra 3:15-17

Toteż i na tym blogu staram się być łagodny, zapraszać do podjęcia tych samych starań i wyzwań, co ja, a nie głosić ex cathedra, walić wersetami po głowie i pokazywać, w jakim głębokim bagnie siedzi czytelnik. Bo zawsze jest ryzyko, że siedzi w nim razem ze mną. A wczoraj stwierdziłem, że to musi być jedno z najłagodniejszych wezwań do porzucenia relatywizmu i przejęcia się bogactwem i liczbą bożych przykazań, przeczytajcie sami (to znany fragment):

Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. (II Tym. 3:16)

Przeczytałem to jako wstęp do lektury 613 przykazań żydowskich. – Sześciuset trzynastu?! Zwariowałeś? Może jeszcze dasz się obrzezać? ­– Zapyta ktoś. – Obrzezać pewnie nie, ale zostawmy emocje na boku i pomówmy o pozostałych. Może któreś mają sens. Próbowałeś? To nie mów „nie”…

Autor: jpz2

Powiązane posty: