Ktokolwiek by się puścił

W ostatnim wpisie pominąłem pewne słowa Jezusa. Pomyślałem, że mnie one nie dotyczą. Nie mam żony, tylko narzeczoną. Ale okazało się, że to nie do końca dobra wymówka.

Powiedziano też: Ktokolwiek by opuścił żonę swoją, niech jej da list rozwodowy. A Ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży. (Mat. 5:31-32, BW)

Jaki jest powód opuszczenia żony, poza „powodem wszeteczeństwa”?. Co może skłonić faceta do opuszczenia żony, poza tym, że ona go zdradziła albo, mówiąc gorzej, puściła się? No chyba tylko to, że on sam się puścił. Mógł mieć jakąś inną na oku, która zabrała jego serce i myślał: „ta kobieta jest lepsza”. Ale mógł też myśleć „o, losie, wszystkie kobiety już lepsze od niej, tej zawistnej jędzy, wariatki, znieczulonej złośnicy”. Albo łagodniej: „już nie jest taka, jak dawniej”.

Takie postawienie sprawy skłania do oglądania się za innymi kobietami. Na wstępie są małe, niby niewinne myśli: ładna, niegłupia, interesująca. No to co? Śmieje się mądrze, pracowita, inteligentna. No to co? To już nie można zauważać zalet? Można. Można aż do tego momentu: „A czy pasuje do mnie?” To jest pierwszy krok, wprawdzie delikatny, ale już wstydliwy, jeśli chcę być szczery przed wszystkimi.

Ile takich pytań musi padać w myślach ludzi? O ileż łatwiejsze to jest niż zdrada (seksualna), która przecież zdarza się powszechnie, mimo że wszystkim wydaje się niewybaczalnym błędem. Wszystkim poza… może tylko Stomilem, mężem Eleonory z „Tanga” Mrożka.

Podstawowe pytanie: czy wierzę, że ona jest dla mnie najlepsza na świecie? Małżeństwo nie gwarantuje, ale pozwala i zobowiązuje do tego, by w to wierzyć.

I nie tylko małżeństwo pozwala. Narzeczeństwo też i w ogóle każda relacja, której chcę być wierny. I nawet nie musi to być wiara doświadczona. Posłuszeństwo zaczyna się od prostego poczucia odpowiedzialności i pragnienia czystości.

Autor: jpz2

Powiązane posty: