Kto ma oczy do patrzenia

...niech patrzy. – Jezus wypowiadał podobne zdanie odnośnie uszu. Ale, jak się okazuje, można mieć również oczy, którymi się nie widzi.

I wcale nie mam na myśli faryzeuszy, którzy widząc cuda i znaki, domagali się znaków. Ślepi, czy jak? No tak. Ale chcę napisać o czymś innym. Jak rażącą obojętnością wykazują się nieraz ludzie. Znaczy my.

Każdy chyba słyszał historie o tym, jak wśród świadków wypadku nikt nie kwapił się do udzielenia pierwszej pomocy lub choćby wezwania pogotowia. Albo inny przykład: czytałem, że pewien Rosjanin, słysząc o niedawnych gwałtach w Kolonii, instynktownie zapytał: gdzie byli niemieccy mężczyźni?

Kiedy Izrael obozował w Moabie, oczekując na odroczony czas wejścia do Ziemi Obiecanej, mężczyźni zaczęli się uganiać za Moabitkami. Seks z obcymi, prostytucja, zwana ładnie nierządem – były dopiero początkiem złego:

One to nakłaniały lud do brania udziału w ofiarach składanych ich bożkom. Lud spożywał dary ofiarne i oddawał pokłon ich bogom. Izrael przylgnął do Baal-Peora, i gniew Pana zapłonął przeciw niemu. (4 Moj. 25:2-3, BT)

Mojżesz odebrał polecenie, by zabić wszystkich, którzy się umoczyli w tych bałwochwalczych orgiach. Powiesić, czy wbić na pal – pewne, że był to wyrok okrutnej śmierci. Czy to była sprawiedliwa decyzja? W sytuacji, gdy Bóg wyrwał ich z niewoli i przez dziesiątki lat cudem utrzymywał cały naród przy życiu na pustyni, znosząc z ich strony narzekania i zniewagi… moim zdaniem tak.

Egzekucji miał dokonywać nie sam Mojżesz, ale sędziowie Izraela: „Zabijajcie każdego z waszych ludzi, którzy się przyłączyli do Baal-Peora”. A gdy to mówił, cała ta sprawa, jak się zdaje, nabierała rozpędu. Wszyscy już wiedzieli, normalka, bez wstydu.

I oto przybył jeden z Izraelitów i przyprowadził Madianitkę do swoich braci przed oczami Mojżesza i całego zgromadzenia Izraelitów, którzy lamentowali u wejścia do Namiotu Spotkania. Ujrzawszy to kapłan Pinchas, syn Eleazara, syna Aarona, chwycił w rękę włócznię, opuścił zgromadzenie, poszedł za Izraelitą do komory namiotu i przebił ich obydwoje, mężczyznę Izraelitę i kobietę – przez jej łono. I ustała plaga wśród Izraelitów. (4 Moj. 25:6-8, BT)

Pierwszy gorliwy – Pinchas. Ot, zawsze musi się jakiś znaleźć. Czyżby? Warto zwrócić uwagę na te dwa momenty: 1. „przybył na oczach Mojżesza i całego zgromadzenia”, 2. „zobaczył to Pinchas”.

Coś się dzieje na oczach wszystkich, ale tylko jeden naprawdę to zobaczył! Bo zareagował. Zabił, można powiedzieć, w afekcie. Wyobrażam to sobie, ale nurtuje mnie: czy ja w swoim codziennym życiu tak gwałtownie, szczerze i bezwarunkowo potrafię reagować na zło, w tym cierpienie, którego jestem świadkiem? Coś się dzieje na moich oczach, a może naprawdę to widzę i… działam?

Autor: jpz2

Powiązane posty: