Kto daje i zabiera…

…ten się w piekle poniewiera. To polskie powiedzonko ma wiele wspólnego z nauczaniem Jezusa. Gdzie to znalazłem? Proste, w Kazaniu na górze.

W wersecie, o który mi chodzi, Jezus piekłem nie straszy, mówi tylko o braku nagrody u Ojca. Ale na pewno potępia to „dawanie i zabieranie”. Naucza tak:

Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.
Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6:1-4, BT)

Potem mówi o innym „pobożnym uczynku” – modlitwie, tym zajmę się w następnym wpisie, a teraz interesuje mnie tylko jałmużna. „Jałmużna” to przestarzałe słowo. Prawie nikt go już potocznie nie używa, chyba że odnośnie żebractwa. A ja chciałbym „jałmużnę” oswoić. W Nowym Testamencie jałmużna oznacza nie tylko „datek ofiarowany ubogiemu” (za: sjp.pwn.pl). Często mowa jest o jałmużnie po prostu jako o dawaniu, doraźnej pomocy lub nawet usługiwaniu. Jałmużna nie zawsze też dotyczy biednych, którzy nie potrafią się odwdzięczyć (por. 2 Kor. 8:13-14).

Jezus mówiąc o „pobożnych uczynkach”, zakłada, że ja je wykonuję. Lubię jego optymizm, podnosi mnie na duchu. Mowa Jezusa idzie dalej: ostrzega przed tym, że jeśli już coś daję, pomagam i służę ludziom, to żebym nie trąbił o tej jałmużnie na prawo i lewo.

A teraz szczerze: czy ja tak robię? – Łaskawy Panie, ja nigdy, nigdy nie trąbię i nie trąbiłem, przyrzekam! – Dobrze – odpowiada Pan – ale ja powiedziałem strzeż się, żebyś nie robił dobrych rzeczy w celu bycia zauważonym i docenionym przez ludzi. Ci, którzy tak robią, otrzymują swoją nagrodę.

Zawsze mnie ciekawiło: co to za nagroda, którą otrzymują obłudnicy? Może Jezus ironicznie wspomina o mękach piekielnych! Ha! „Kto daje i zabiera…”, dostaniecie za swoje! itd. Czy tak jest ? E, wątpię. Myślę, że Jezus mówił serio o nagrodzie, jaką obłudnik dostaje od ludzi. To jest uznanie, często szczere.

Teraz ja mam z tego uznania zrezygnować. Dlaczego? Bo jeśli daję i zabieram, to się w piekle… nie poniewieram, ale na pewno nie dostaję nagrody od Boga. Proste: czy można dostać dwie nagrody za jedną zasługę? A jeśli mam wybierać, to wolę wziąć od Boga niż od ludzi. Nagroda ludzka też jest fajna, ale ma się nijak do nagrody w niebie  (albo już za życia, tak czy inaczej – od Ojca). A ta jest realna: Ojciec twój, który widzi w skrytości, ten ci jawnie odda – tak brzmi czwarty werset (Mat. 6) w Biblii Gdańskiej.

Oprócz pytania „w jakim celu daję?” warto zadać sobie inne: „z jakiego powodu daję?”. To jest równie ważne. Jako dopełnienie tej puenty serwuję fragment hymnu o miłości:

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. (1 Kor 13:3, BT)

Autor: jpz2

Powiązane posty: