Kto ci powiedział, że to koniec?

Stój, nie wychodź, proszę. Wiem, co teraz myślisz… I myślisz, że ja myślę to samo. Że już nie ma o czym mówić, że cię skreśliłem. 

Czy ja powiedziałem, że już nie chcę cię więcej widzieć? Czy myślisz, że to takie łatwe: po prostu olać kogoś dlatego, że on olał ciebie?!

Boli. 

Wiele myślałem o tym, jak mogę cię przy sobie zatrzymać. Nie dbam o to, co o mnie pomyślą głupcy, szydercy; czy w ich oczach nie okażę się mały. Jeszcze zdążą mnie poznać.

Ale dbam, zabiegam o to, co ty będziesz o mnie mówić, myśleć. I stąd moja prośba: stój, nie wychodź. Nie odchodź. Wróć. Wróć, bo ja nie odszedłem. Jaki masz dowód, że było inaczej? Nigdy nie chciałem rozwodu, nawet nie sugerowałem, nie pragnąłem.

Nie było mnie? Byłem. Obok. Obojętny? Bynajmniej! Nie walczyłem? Zrobiłem wszystko. I patrzyłem na każdy twój ruch. Musiałem patrzeć! Wiem wszystko.

Milczysz… Powiedz coś…

Tak mówi Wiekuisty: Gdzie jest list rozwodowy waszej matki, przez który ją porzuciłem? Albo gdzie są Moi wierzyciele, którym musiałem was zaprzedać? Oto jesteście zaprzedani przez wasze grzechy, a przez wasze występki porzucona jest wasza matka.(Iz 50:1, NBG)

Autor: jpz2

Powiązane posty: