KOCHAM – NIE SĄDZĘ

Z telewizji i prasy co i rusz wyskakuje jakiś Durczok – osądzony słusznie lub niesłusznie o coś paskudnego. Zbiera się haki, grzebie w pościeli, a w tle majaczą przeciętnemu obywatelowi jakieś konflikty interesów. Czy to nie jest obrzydliwe?


Co powiedziałby Jezus? Przywołuję z pamięci fragment kazania na górze: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą.” (Mat. 7,1-2, BW)

Z tym sądzeniem bywa różnie. Ci, którzy „sądzą”, widzą siebie w jak najlepszym świetle – jako stróżów porządku i prawdy. „Nazywają po imieniu”, „stwierdzają fakty”, mówią bez ogródek, prosto z mostu, nie owijając w bawełnę, mówią jak się rzeczy mają! Pięknie, co?

Ale wróćmy do słów Jezusa. O co Mu chodziło? Czy o wypowiadanie sądów na jakiś temat? Np. „sądzę, że cena buraka wzrośnie” albo „sądzę, że kolega A jest lepszy od B” itd. Czy tak? Wątpię. A może chodziło o osądzanie rzeczywistości, czyichś słów, postaw? Też chyba nie. W tym sensie to i Jezus sądził, np. faryzeuszy. Mówił bardzo ostro: „Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego.” (Jan 8,44, BW) A przecież chwilę wcześniej, w tej samej rozmowie powiedział, że nikogo nie sądzi (Jan 8,15).

A zatem… na co mogę sobie pozwolić, żeby nie okazać się gorszym od Jezusa? (Niezła ambicja, co? A jak!) Jak mam rozumieć Jego nakaz „nie sądźcie”? Myślę, że chodzi tu o osąd lub prościej – sąd – w sensie wymiaru sprawiedliwości, na podstawie prawa. Coś jak samosąd – niby wyrok sądu, tylko wydany przez… ciebie, a nie właściwy sąd. To jest orzeczenie winy i wymierzenie kary, najczęściej z natychmiastową egzekucją.

Często te trzy elementy następują po sobie błyskawicznie, a nawet mieszczą się w jednym słowie, w jednym tchnieniu: „GŁUPIEC”! Na marginesie, w tym samym kazaniu Jezus uczy, że „kto by rzekł [bratu swemu]: głupcze, pójdzie w ogień piekielny”. Opinia, wyrok, kara – wszystko zawiera się w jednym napastliwym słowie.

Przepraszam wszystkich, którzy wierzą jeszcze, że donosy pana X na pana Y mogą nas uczynić mądrzejszymi, ale uważam, że to bzdura. Warto zauważyć, że wszelkie osądy, które się słyszy, czyta – skłaniają do opowiedzenia się za którąś ze stron, a tak naprawdę – do własnych osądów. A niewielu ludzi, którzy się temu poddaje, pamięta, że im ktoś też odmierzy… ich własną miarą.

I jeszcze jedno: kto powiedział, że język nie będzie świerzbić do zemsty? „Bo oni to co?! Im wolno gadać?” Pokusy są po to, żeby je odpierać. A nieprzyjaciół trzeba kochać. Jak? Może zacznijmy od nieosądzania.

Autor: wdev

Powiązane posty: