Kłopoty z dziurą

Lubię oglądać meczyki, skróty, gole, zestawienia, najlepsze akcje, kiwki, momenty i w ogóle… Lecz w tym wszystkim jest jedna wspólna cecha, dewiacja! I zapala się ostrzegawcza lampka, jedno słowo: instant.

Dlaczego nie obejrzę całego meczu? Jakże dawno tego nie robiłem! No bo co? Szkoda czasu. Dobrze, ale nie byłoby szkoda, gdybym obejrzał z kimś Lepiej? Tak. Lepiej. Ale tak nie robię. Wystarczy instant. Kiedyś nie było takiej możliwości. Siadało się z bratem, kumplem, sąsiadem itd. A teraz? Jestem bogaty, mam telefon, który mi wszystko pokaże, jak szklana kula. Do upojenia lub porzygania.

– Phi! Jakie tam bogactwo! – Ktoś powie. – Byłbyś bogaty, kupując nieruchomości, luksusowe auta i polityków. Ale telefon ma każdy. – Ano prawda. I w tym całe nieszczęście! Nastały czasy, gdy wszyscy są bogaci, a nikt nie bieduje. Wszyscy się czymś tam zadowalają.

– „Biada wam, bogaci, bo już otrzymujecie to, co was cieszy”. – Uczył Jezus. I nas, ludzi XXI wieku, coś musi wciąż cieszyć – cieszyć zmysły, być ładne, ciekawe, miłe, śmieszne albo wstrząsające, straszne (co kto lubi). A co z tego, że instant? Ważne, że cieszy. Szybko i bez gry wstępnej.

Jakość spada: jedzenia, mediów, seksu, literatury, polityki, rodziny… Tego się nie odczuwa, bo mimo wszystko cieszy. I to już, teraz – cieszy, cieszy, cieszy… aż w końcu przychodzi przykry zastój. I człowiek patrzy w ścianę jak sroka w gnat. I czuje brak. Brak czego? Nie wie. Wie tylko, że czegoś ważnego mu brak. (Bo nieważnego nie brak.) Dlaczego wcześniej nie chciał tego wiedzieć ani czuć?

Dlaczego nie chciał docenić braku i czekania? To by przyniosło korzyści. Jakie? Ten brak, gdy już go poczujesz, uczy rozglądania się. Uczy pytania: może ja cały czas chybiam celu? Może ten brak, ta dziura coś mi powie? Może odnajdę klocek, który pasuje do kształtu i dziurę zatkam, zapełnię? Czasem życie jest jak sorter – dziecięca zabawka.

To poszukiwanie klocka w rozgardiaszu codzienności, ten cały bezsens – ma sens! Jeśli nie boję się wyłączyć tego całego instant-story i zajrzeć w dziurę ziejącą w sercu, którą nakryłem dziesięcioma kocami, szmatami… takimi jak: pusta mowa, ciekawostki, używki, hobby, porno, meczyki, plotki, kotki, srotki…

Jeśli odważnie powiem sobie: „kurde, jestem biedny”. Nie: „biedaczek” (bez użalania nad sobą!), ale serio: „biedny i nie mam tego czegoś, co by mnie uwolniło od poszukiwań i od tego cholernego zatykania dziury szmatami.

Gdy sobie tak powiem, wtedy jest nadzieja. Na co? Na nowy początek; nowy – każdego dnia, bo to właśnie jest higiena duszy! I szczerość przed sobą, przed Bogiem. To ze swej natury nie może być „instant”.

Autor: jpz2

Powiązane posty: