#kiedymyżyjemy

– Ale ja nie chcę wychodzić! – Protestuje U., bo skończyła się grupa domowa.
– Rozumiem, Ulciu, i jest ci przykro…
– Ja nie chcę…
Powtarzam sobie w myślach: „nie używaj logicznych argumentów, po prostu dostrzegaj i nazywaj emocje”. U. kopie buty.
– Kopiesz buty, bo jesteś zła, że już musimy wyjść?

U. nic nie odpowiada, ale o dziwo pozwala sobie już włożyć bluzę. Jeszcze kilka takich uwag z mojej strony, że jest jej przykro, bo chciała się jeszcze pobawić… itd. – jeszcze kilka i mogę ją wynieść na dwór i nawet wsadzić do samochodu i zapiąć. Bez rejtanowskich gestów.

– Ja nie chcę jechać. Chcę tam wrócić, tata. Chcę wrócić… – Nie ustępuje U.
Ja już nie wiem, co dalej gadać.
– A wiesz, tędy kiedyś szliśmy, pamiętasz? Pamiętacie? – Zmieniam temat. – Siedziałaś w wózku, a Filo było na hulajnodze. I śpiewaliście hymn, bo to akurat był listopad. „Jeszcze Polska nie zginęła…” Ach, nie, wy raczej śpiewaliście w kółko refren: „Marsz, marsz Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski”…

– Tak, a zaśpiewajmy teraz ten hymn! – U. dała się trochę zwieść i wkręcić?
– Chcecie śpiewać hymn? No dobra… „Marsz, marsz Dąbrowski…”
– Ale nie, nie refren!
– Od początku, od zwrotki?
– Tak, od zwrotki!

– „Jeszcze Polska nie zginęła…” – Śpiewam. Dzieci się przyłączają. Stajemy na czerwonym świetle. – A wiecie? Ten hymn powstał w czasie, kiedy trzeba było się bić o wolność Polski. Najlepiej z generałem Dąbrowskim. Bo nie mieliśmy państwa. Był tylko nasz kraj, ale w trzech państwach. I rządzili ludzie, którzy nie dbali o dobro…
– …Polaków. – Dodał Fi. – I trzeba było iść na wojnę.

– Tak, właśnie. Dobrze powiedziałeś! Ale na szczęście dziś mamy pokój. I jeśli ktoś chce zrobić coś dla dobra swojego kraju, to nie musi się bić, ani ginąć na wojnie. Za to może mieszkać tu, dzielnie pracować, wymyślać świetne rzeczy, płacić podatki, być uczciwy…

– I mieć też dzieci! – Dorzuca U.
– Y, no… – Trochę mnie zatkało. – Tak, Ula, masz rację! Przede wszystkim mieć dzieci, dobrze się nimi opiekować i wychowywać. Im lepiej się opiekujemy dziećmi, tym lepsza będzie przyszłość. No i kraj bez dzieci by wymarł.
– Znaczy chciałeś powiedzieć „umarł”? – Uściśla Fi.
– Raczej wymarł. Ludność by wymarła. Ale mniejsza o to. Dojechaliśmy… Załoga, wyskakujemy!

Autor: jpz2

Powiązane posty: