Kiedy topnieją bałwany

W ostatnich dniach powraca do mnie myśl o bałwanach. Nie, nie to, że mam ochotę ulepić jednego na podwórku. Przy takim mrozie? Nie… Chodzi mi o takie bałwany, którym oddaje się cześć, zachwyt, uwagę, poświęcenie, uwielbienie, tęsknotę, pamięć, troskę, czas, samego siebie. To są moje skarby.

Ale czy każdy skarb jest bałwanem? Nie. Przecież sława, pieniądze, ludzka miłość, potomstwo – to dobre rzeczy. Wielu pozytywnych bohaterów w Biblii było sławnych, bogatych, mieli piękne żony i dużo dzieci.

To jest jak z kwadratem i prostokątem; każdy bałwan jest skarbem, ale nie każdy skarb jest bałwanem. Złoto Izraelitów mogło pozostać ich skarbem, ale oni przetopili je na złotego cielca i zrobili z niego bałwana. To prosta sprawa: garnek nie jest lepszy od garncarza. Czemu mam podziwiać i uwielbiać stworzenie zamiast Stworzyciela?

A co, jeśli skarbem jest kobieta (dla mężczyzny) albo dziecko? Czy rodzinę można przetopić na bałwana? Czy można „źle” kochać? Można, jeśli miłość do człowieka będzie silniejsza niż miłość do Boga. Miejsca konfrontacji zdarzają się na każdym kroku. Znamy „toksyczną miłość”, znamy cudzołóstwo, znamy złe wychowanie i jego chore ambicje.

Abraham uniknął trywialnego bałwochwalstwa: nie czcił rzeczy materialnych. A był dość majętny, żeby ulać sobie ze złota jakąś zgrabną figurkę. Poza tym razem ze swoją żoną, Sarą był wierny i posłuszny Bogu – to już wyższa szkoła jazdy. Ale najtrudniejszą próbę przeszedł, gdy Bóg kazał mu złożyć w ofierze jego jedynego syna Izaaka, cudownie urodzonego spadkobiercę całego dobytku i olbrzymiej obietnicy.

„Izaak to wszystko, dla czego żyję, on jest sensem mojego istnienia tu, na ziemi.” – takie słowa w ustach Abrahama byłyby bliskie prawdy, ale byłyby też dowodem jego bałwochwalstwa. Na szczęście zrobił co innego. Warto to prześledzić krok po kroku.

Bóg wezwał Abrahama do tego, by poszedł, złożył syna w ofierze, która będzie całopalna (całkowita) i to na górze, którą mu wskaże (w szczególnym miejscu). Abraham wykonał to niezwłocznie. Wstał wczesnym rankiem i przygotował wszystko. Z determinacją szedł trzy dni, aż zobaczył właściwe miejsce, sługom powiedział, że idzie z synem się pomodlić. Włożył drwa na Izaaka, a sam wziął ogień i nóż. Synowi powiedział tylko tyle, że „Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie.” Z zimną krwią i zapewne ciężkim sercem ułożył ołtarz, a na nim związał Izaaka. I wyciągnął Abraham swoją rękę, i wziął nóż, aby zabić syna swego. Lecz anioł Pański zawołał nań z nieba i rzekł: Abrahamie! Abrahamie! A on rzekł: Otom ja! I rzekł: Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic, bo teraz wiem, że boisz się Boga, gdyż nie wzbraniałeś się ofiarować mi jedynego syna swego. (1 Moj. 22:10-12, BW)

Po co była ta próba? – Ponieważ tak zrobiłeś – mówi Bóg Abrahamowi – będę ci błogosławił, twoje potomstwo będzie liczne, zdobędzie grody nieprzyjaciół i będzie błogosławieństwem dla innych, bo przez nie poznają Pana.

Okazuje się, że nawet najgłębszy sens życia jest niczym, jeśli nie jest poddany Bogu. Co więcej, nawet najgłębszy sens życia bywa pogłębiony i wzbogacony przez Boga, jeśli On zostanie uznany za najważniejszego. Tak przez Abrahama, jak przeze mnie i przez ciebie.

Autor: jpz2

Powiązane posty: