Już się tak nie dręcz

Tak próbujemy pocieszać kogoś, kto zbyt długo przeżywa jakiś swój błąd, porażkę, winę. Ale czasem jednak warto się podręczyć. Tak, dosłownie.

W Księdze Kapłańskiej natrafiam na przykazanie dotyczące święta Jom Kippur, o charakterze pokutnym. Warto się z tą żydowską tradycją zapoznać, ale niekoniecznie po to, by to święto obchodzić raz do roku na jesieni. Raczej po to, by jego najważniejszy nakaz przyjąć wprost do siebie i zastosować się. Może nie codziennie, ale okresowo.

Niech to będzie dla was ustawą wieczną: siódmego miesiąca, dziesiątego dnia tego miesiąca będziecie DRĘCZYĆ WASZE DUSZE i nie będziecie wykonywali żadnej pracy, (…) bowiem w ten dzień was rozgrzeszy, by was uczynić czystymi; macie być czystymi przed obliczem Wiekuistego od wszystkich waszych grzechów. (3 Moj./Kpł 16:29-30, NBG)

Inne tłumaczenia mówią: „ukorzycie się” (BW) albo „będziecie pościć” (BT), ale do mnie dużo silniej przemawia to powyższe, o „dręczeniu”. Sprawdziłem, że użyte tam hebrajskie słowo „anah” ogólnie znaczy „zaprzeć się samego siebie”, w tym post – powstrzymywanie się od pokarmów, ale także kąpieli i pielęgnacji (namaszczenia) ciała, seksu… – no to akurat dość logiczne.

Tylko że Jezus naucza, że kiedy poszczę, to mam nie robić z tego wielkiego halo, pokazówki, ale „namaścić swoją głowę i umyć twarz” (Mat. 6:17) – wyglądać jakby nigdy nic, a nawet lepiej. A zatem chodzi o rzeczy ukryte, które widzi Ojciec – po prostu moją duszę, moje serce, moje myśli.

Wspomniane słowo „anah” oznacza dokładnie „zajmować swoją duszę”:

  • ukorzeniem (pokora), potulnym uniżeniem;
  • zmartwieniem, strapieniem, smutkiem, depresją;
  • trudnym doświadczeniem, nieszczęściem, zgnębieniem, uciskiem, prześladowaniem, uciemiężeniem, udręką, niewolą, znużeniem, nękaniem, opresją.

To wszystko odnosi się wprost i kojarzy z myślami o własnym grzechu, żalem za grzech i powrotem do relacji z Tatą. Wszelkie posty – dręczenie ciała, jeśli pozbawione wymiaru wewnętrznego, są daremne. Chodzi raczej o dręczenie duszy – od czasu do czasu – gdy lista moich potknięć, zaniedbań, błędów, świństewek i świństw staje się już nie do uniesienia i zaczyna mnie ciągnąć w dół. Uświadomić to sobie, z całą nieprzyjemnością i żalem – to etap, którego nie da się pominąć. Etap oczyszczenia, uświęcenia, stawania się lekkim, radosnym i pewnym zbawienia.

Autor: jpz2

Powiązane posty: