Józef nie przespał

Co nadaje się na pierwszy post? Coś prostego, coś z pierwszych stron, bez wodzenia palcem po Biblii na chybił-trafił. Wezmę więc początek Nowego Testamentu:

A gdy Herod umarł, oto anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi w Egipcie, mówiąc: wstań, weź dziecię oraz matkę jego i idź do ziemi izraelskiej, zmarli bowiem ci, którzy nastawali na życie dziecięcia. Wstał więc, wziął dziecię oraz matkę jego i powrócił do ziemi izraelskiej. Ale gdy usłyszał, że Archelaus króluje w Judei po ojcu swoim, Herodzie, bał się tam iść, ostrzeżony jednak we śnie, udał się w strony Galilei. A przyszedłszy tam, zamieszkał w mieście zwanym Nazaret, aby się spełniło, co powiedziano przez proroków, iż Nazarejczykiem nazwany będzie.
(Mat. 2, 19-23, BW)

Wybrałem ten fragment nie tylko dlatego, że skojarzył mi się z pewnym humorystycznym motywem. Przede wszystkim piszę o nim dlatego, że dla mnie osobiście jest na czasie. Powiedziałem o tym wczoraj na grupie domowej, bo K. stwierdziła, że w ostatnim okresie bardzo wielu jej znajomych przeżywa podobne zamieszanie, w którym czują, że powinni ponownie pytać Boga o najbardziej fundamentalne sprawy i znajdować odpowiedzi. I wiedzą, że musi się coś zmienić, ale jeszcze tego szukają.

Ja na to stwierdziłem, że mam inaczej. Też widzę nadchodzące zmiany, ale właściwie wiem, czego oczekuję. Chodzi tylko o to, by… zrobić, by nie przespać najlepszego momentu, najwyższego czasu.

No i właśnie Józef nie przespał. Zadziwia mnie jego błyskawiczna reakcja: anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi, powiedział wstań, weź itd. A on wstał, wziął i powrócił. No wziął i powrócił. Ja rozumiem, że d o Egiptu trzeba było uciekać w te pędy, bo Herod zabijał maluchy. Ale powracać z Egiptu… Z tym można było poczekać choćby jeden dzień, ogarnąć się jakoś lepiej. Tym bardziej, że przecież nic takiego nie działo się ani przed, ani po powrocie. To były takie zwykłe dni. Wiedzieli, że coś się zmieni, ale kiedy i jak… Mogli mówić „poczekamy jeszcze, nie prześpimy właściwego czasu”.

W Biblii jest wiele, wiele przykładów tego, jak ludzie czekają na to, aż „będzie się działo” według bożej woli. I Bóg w końcu przemawia, organizuje, miesza, układa i… ten i ów „nagle” ma dziecko, „nagle” niszczy obóz wroga, „nagle” zostaje zarządcą albo królową obcego imperium.

Przełomowe chwile mają jednak to do siebie, że przed nimi i po nich jest zwyczajny czas. Często po tym niezwykłym, błyskawicznym „tak”, które mówię Bogu, jest zwykłe życie. Ale w jakiś sposób jest ono nowe, wypełnia się jakaś obietnica, a ja czekam na wypełnienie następnej.

Tak, jak ja teraz, Józef wiedział, na co czeka. Na śmierć Heroda (to jest w ogóle niezły motyw: czekać na czyjąś śmierć). I po pierwsze, czekał. Po drugie, okazał się perfekcyjnie posłuszny. Nawet nie musiał być specjalnie czujny. Często sobie myślałem, że przegapiłem stosowny moment, by coś zacząć, skończyć, że pewnie nie dość modliłem się, nie dość słuchałem Boga. Z jednej strony to jest możliwe, bo powinienem słuchać, co mówi mi Duch Święty i to często. Ale z drugiej strony myślę, że zwykle trwa to dłuższy czas, kiedy te naprawdę ważne rzeczy dojrzewają jako moje zamiary zgodne z bożym planem. A kiedy przychodzi t e n moment, dobrze wiem, że przyszedł. Trzeba tylko wziąć i zrobić.

Autor: jpz2

Powiązane posty: