Język emocji

Gramy w Dobble. Rozdzielam karty. Uli 5, Filowi 7, Ani 8, sobie 9, ostatnią kładę na stole, od niej zaczynamy. Przy takim nierównym podziale można grać na serio. Tylko tak lubię, a nie tam jakieś udawanie. Zresztą taki układ, takie fory wszystkim pasują.

Tymczasem Fi., widocznie trochę pomylony zgarnia do swojej ręki i tę jedną ze środka, przed rozpoczęciem. U. zaczyna wyć: „Ałe Fiło ołukuje!” I już, ostentacyjnie zapłakana, ma demonstracyjnie opuścić pokój, lekko potupując nóżkami, aby jej marsz nabrał teatralnego charakteru. Jednak jeszcze się waha, nie ucieka, pewnie oczekując, aby gonić i błagać na kolanach, by wróciła. To byłoby ekstra-fajne.

Nie chce słuchać niczego; ani że Fi. się pomylił, ani że to możemy cofnąć. Jednak jeden przebłysk daje mi rozwiązanie:
– Ula! – Wołam na córkę już stojącą w progu. – Filo tę kartę zgarnął na własną niekorzyść. Będzie miał trudniej. Przecież im więcej masz kart, tym trudniej wygrać! – U. patrzy. Ja patrzę. Nasz wzrok się spotyka jak u rewolwerowców… Wreszcie mi odpowiada, nagle uspokojonym tonem:
– Taak?
– Tak.
– No dobra. – U. wraca do gry, do żywych.

Autor: jpz2

Powiązane posty: