Jezus pierwszym socjalistą?

Joanna Senyszyn lubi prowokować i prawdopodobnie znajduje przyjemność w obnażaniu głupoty, najlepiej w sposób przewrotny i lekko sprośny. Kiedyś opublikowała wpis pt. „Chrystusowy coming-out”. Naśmiewała się tam ze znanych osób, które publicznie rozgłaszają swoją religijną orientację, a jednocześnie są przykładem na to, czego uczeń Jezusa czynić nie powinien. I tu Senyszyn błyszczy humorem, atoli erudycją: Ja też, choć zdeklarowana ateistka, nie wstydzę się Jezusa, bo akurat tej postaci historycznej trudno coś zarzucić. Wszak był pierwszym socjalistą.

Pani profesor, zwana nienawistnie „starą komuszycą”, nie jest osamotniona w tej opinii. Tym bardziej zapamiętałem sobie to zdanie z jej bloga. A przypomniało mi się ono właśnie teraz, gdy natknąłem się na jedyny fragment w Biblii, który literalnie wspomina o równości, wartości naczelnej socjalizmu.

Nie chodzi bowiem o to, by inni mieli ulgę, a wy obciążenie, lecz chodzi o równość; w obecnym czasie niech wasz nadmiar wyrówna ich niedostatek, by i ich nadmiar służył na pokrycie waszego niedostatku, ażeby była równość. Jak napisano: Kto wiele zebrał nie miał za wiele, a kto mało, nie miał za mało. (2 Kor. 8:13-15, BW)

Apostoł Paweł zachęca tu kościół w Koryncie, żeby ochotnie dokończył akcję pomocy ubogim w Jerozolimie. Koryntianie sami tę akcję zaczęli, ale… może potrzebowali zachęty? Może ktoś gderał: – A dlaczego bogaci mają tyle dawać biednym? Dlaczego tak zrównywać? Paweł jakby uprzedzał te pytania: – Nie chodzi o to, żeby bogaci mieli mniej, a biedni więcej i żeby pierwszym żyło się trudniej, a tym drugim – łatwiej. Nie, chodzi o równość.

„Równość”? Przecież to właśnie jest równość: bogaci mają mniej, a biedni więcej! Pawłowi chyba coś się pomieszało. W kontekście zacytowanych wersetów znalazłem trzy rzeczy, które pokazały mi, czym jest „równość” według Pawła.

Po pierwsze, dają nie tylko bogaci, ale też biedacy. Tu Paweł podaje zachęcający przykład Macedończyków, którzy byli ponoć biedni jak myszy kościelne, a mimo to szczodrze dołożyli się do akcji Koryntian i ponad nasze [apostołów] oczekiwanie oddawali nawet samych siebie najpierw Panu, a potem i nam, za wolą Bożą (2 Kor. 8:5, BW).

Po drugie, bogaci, którzy nie rozdadzą nadmiaru, i tak go utracą. Paweł przywołuje dawną historię (jak napisano, 2 Moj. 16:18): Izraelczycy dostawali mannę z nieba i mogli zebrać jednego dnia tylko tyle, ile zdołali zjeść. Jeśli coś zachomikowali, psuło im się (z wyjątkiem piątku, bo zapas na szabat nie psuł się). Tak samo dzisiejsze bogactwo, gromadzone ponad potrzeby, nadaje się do rozdania ubogim, bo inaczej i tak się zmarnuje. W konsumpcyjnym świecie brzmi to absurdalnie, ale wbrew pozorom nie jest głupie.

Po trzecie, najważniejsze, biedni nie tylko dostaną, ale i coś dadzą w zamian, by i ich nadmiar służył na pokrycie waszego niedostatku. Ale co takiego ma biedak w nadmiarze, czego nie ma bogaty? Albo co takiego miał Jezus Chrystus, wisząc na krzyżu? Nic, ale jednak Coś. Paweł napisał to wyraźnie: Albowiem znacie laskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali (2 Kor. 8:9, BW).

Każdy może naśladować Jezusa. Wprawdzie nikt nie doścignie jego ofiarności, ale każdy jest powołany do mniejszych ofiar. I bogaty, i biedny. Biedni mają coś, co mogą dać. Byłbym głupi, gdybym patrzył tylko na rzeczy materialne. Jezus nigdy tego nie robił. Jeśli jeszcze ludzie będą skorzy do wzajemności w tych ofiarach, mogę liczyć na prawdziwą równość. Po ludzku jest ona mrzonką, ale dla Jezusa? W końcu on nie był socjalistą.

Autor: jpz2

Powiązane posty: