Jestem szczytowym osiągnięciem

Mówi się, że człowiek jest szczytowym osiągnięciem ewolucji. Albo nie, raczej Boga, który stworzył świat. Jeśli mam usłyszeć coś miłego z samego rana, to osobiście wolę to drugie.

Na marginesie podzielę się zasłyszaną opinią naukowca, biologa, że można wierzyć w ewolucję, a nie wierzyć w ewolucjonizm. Przyznanie, że ewolucja jest i działa, nie jest jednoznaczne z przekonaniem, że można za jej pomocą wyjaśnić wszystko, co się zdarzyło w przeszłości, jak by chcieli ewolucjoniści.

Jeśli nie ewolucjonizm, to kreacjonizm. W istocie jedno i drugie wymaga wiary, choć moim zdaniem ewolucjonizm wymaga wiary wybitnie szaleńczej, zwłaszcza jeśli zagłębimy się w zagadnienie prawdopodobieństwa samorzutnych procesów chemicznych, które miały dać początek życiu.

A jeśli kreacjonizm, to… jestem szczytowym osiągnięciem… samego Boga. Tego, który stworzył krokodyla i hipopotama, Ziemię i gwiazdy. Tego, którego głos

jest potężny, wspaniały, łamie cedry, krzesze płomienie ogniste, wstrząsa pustynią, wykorzenia dęby i obnaża lasy (Ps. 29:4-9).

Ten sam głos potrafi zwracać się wprost do mnie, w osobistym spotkaniu syna i Ojca. To samo potężne tchnienie, które wydobywa ten głos, dało mi życie. Łatwo mogę wyobrazić sobie mistrza, dajmy na to, szklanego rzemiosła, który w swoim życiu zrobił już setki wazonów, szklanek, kufli, mis itd. I pewnego dnia wpada na przełomowy pomysł, zaczyna robić coś zupełnie nowego, serię nowych, niezwykłych, cudownych naczyń, które czynią go jeszcze sławniejszym, są jego szczytowym osiągnięciem. Każde z osobna jest oryginalnym, niepowtarzalnym majstersztykiem.

Już wiecie, co mam na myśli; tak samo jest z każdym człowiekiem i z Bogiem. Powstałem w efekcie bożego zamiaru stworzenia Jego „dzieła życia” – to niesamowite!

Autor: jpz2

Powiązane posty: