Jestem od głaskania kota

Głaskanie kota nie przynosi żadnych korzyści, prawda? Zasypuję sobie kolana sierścią, potem muszę umyć ręce przed jedzeniem, a ostatecznie tracę czas, który mógłbym przeznaczyć na przykład na sprzątanie. Bez sensu.

A jednak większość ludzi lubi głaskać kota. A jeśli nie lubi kotów, to coś innego. Dlaczego? Nie, nie z powodu miękkiego futerka, nie łudźmy się. Ono może rajcować kogoś, kto rzadko go dotyka. Właścicieli kotów raczej męczy: za mało puszyste i w ogóle wszędzie włazi, pęta się. W końcu jedyna przyjemność w głaskaniu jest taka, że się sprawia przyjemność kotu.

Dziś modliłem się słowami Psalmu 62, który kończy się tak:

I Ty, Panie, jesteś łaskawy, bo Ty każdemu oddasz według jego czynów (Ps. 62:13, BT)

Coś mi tu nie gra, pomyślałem. Przecież to sprzeczność! Jeśli Bóg mi odda według moich czynów, to marnie ze mną będzie. Tymczasem autor psalmu uznaje to za dowód bożej łaskawości! Czyżby wkradł się tutaj jakiś sarkazm?

I nagle mnie olśniło, lub jak mawiają pobożni chrześcijanie, „Bóg dał mi objawienie”. W tym wersecie chodzi o to, że Bóg łaskawie obdarzy mnie ogromną nagrodą za to, co DOBREGO zrobiłem. Tu kolejny raz okazuje się, że Bóg w jakiś absurdalny, niewytłumaczalny sposób wierzy, że jestem zdolny do dobrych czynów, i to nie w ramach wyjątku, ale bezustannie.

I znów obnaża się moja naiwność z cyklu „stary a głupi”. Pytam Boga:
– Czyli nie muszę się łajdaczyć?
– No nie, nie musisz.
– I będę miał frajdę?
– Będziesz. Przecież po to cię stworzyłem.

Tę prawdę, że jestem stworzony i zdolny (sic!) do dobrych czynów non-stop, potwierdza inny werset. Apostoł Paweł pisze tak, że prościej już się nie da:

Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili. (Efez. 2:10, BW)

Czyli jestem stworzony do głaskania kota! Stworzony do tego, by czynić dobrze wszystkim ludziom (i zwierzętom też, czemu nie?).

A NIE jestem stworzony do tego, by robić źle. Jeślibym w to uwierzył, pozostają mi dwie drogi: albo zostanę ascetą, albo hedonistą. Błąd! Nie powinienem ani się wiązać, ani puszczać, bo w obu przypadkach skupiłbym się na tym, co złe, zamiast na tym, co dobre. Co więcej, skupiłbym się na sobie, zamiast na innych.

Na koniec jedna poprawka. Może trochę przesadziłem z tym, że w miękkim futerku nie ma nic fajnego. W istocie, pewna grupa ludzi bardzo je lubi. Sam się do niej zaliczam. Robienie dobrych rzeczy jest przyjemne nie tylko dlatego, że się sprawia komuś przyjemność. Jest również często przyjemne samo w sobie – to oczywiste.

Autor: jpz2

Powiązane posty: