Jest taki (k)raj…

Wszyscy go szukają, a nikt nie wierzy, że istnieje. Opowiada się o nim legendy, jakoby kiedyś istniał i został utracony, a on wciąż jest, choć nieuchwytny. Co za kraj, jakiś raj?

Andreas Altmann, niemiecki autor książek podróżniczych, wydał rok temu rodzaj autobiografii pod długim tytułem: Das Scheißleben meines Vaters, das Scheißleben meiner Mutter und meine eigene Scheißjugend, tzn. Gówniane życie mojego ojca, gówniane życie mojej matki i moja własna, gówniana młodość. Ten człowiek wychował się w religijnej rodzinie zatrutej przemocą i obłudą, w katolickiej szkole i… prawdopodobnie wie wszystko o zgorszeniu kościołem i religijnością. I wylał to na papier. Jedna jego myśl zapadła mi w pamięć: – Kościołowi chodzi o to jedno, co jest celem zawsze i wszędzie: o władzę. Osiąga ją i podtrzymuje poprzez terror poczucia winy, który zaczyna się już od kołyski, dzięki idei grzechu pierworodnego. – Współczuję szczerze Altmannowi i wielu jemu podobnym, bo doświadczył zła w imię Boga i pewne drzwi w jego sercu, jak sam napisał, zostały zatrzaśnięte do końca życia. To jest właśnie zgorszenie, chleb nasz powszedni.

A jednak jest taki kraj, który przeczy wszelkiemu zgorszeniu, zwany przez marzycieli rajem na ziemi, a przez żydów i chrześcijan Królestwem Bożym. To przestrzeń, gdzie jest sprawiedliwość, jest pokój i jest radość – rzeczy powszechnie pożądane i nie do kupienia. Ten kraj jest w ludzkich sercach, bywa w kościele i przyjdzie bezwzględnie razem z Chrystusem. „Jest taki kraj!” – to jest dobra nowina, którą niósł Jezus i nie pozostawał gołosłowny. Wciela(ł) te idee w życie tych, którzy chcieli przyjąć jego miłość i panowanie.

On [Jezus] zaś rzekł do nich: Muszę i w innych miastach zwiastować dobrą nowinę o Królestwie Bożym, gdyż na to zostałem posłany. (Łuk. 4:43, BW)

Autor: jpz2

Powiązane posty: