Jest ci źle? Gadaj od razu

Zachorowałem i było mi naprawdę źle. Jak ja na to reaguję? Różnie – czasem gorzej, czasem lepiej. Ale najlepiej wtedy, gdy pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa: na przekór bólowi dziękuję Bogu i chwalę go. Albo po prostu szukam go myślami, słucham, czytam. A dlaczego tak jest? Ano, to jest proste.

Czytałem ostatnio księgę Joba (Hioba) i wiem, że to tęga lekcja dla wszystkich cierpiących. Bo nie znajdę w historii żadnego człowieka, który byłby tak sprawiedliwy i jednocześnie tyle wycierpiał co Job (nie licząc Jezusa). Dlatego mogę sobie mówić: jeśli Job wytrzymał, to i ja wytrzymam.

A teraz szczerze: jak ja wytrzymam cierpienie? Jak, kiedy przyjdzie coś gorszego niż ta mała choroba? Przecież jestem sprawiedliwy (przez krew Chrystusa)! Za jakie grzechy mam cierpieć? Mogę pytać jak Job! Mogę nawet narzekać jak on, przeklinać dzień swoich urodzin albo chociaż dzień złamania nogi, zatrucia, zarażenia, odkrycia raka itd. Mogę ocierać się o bluźnierstwo. I jaki będzie morał z mojej i Joba historii?

Jeden jest oczywisty i zaraz pójdzie na bok. Brzmi tak: w końcu i tak będę musiał przeprosić Boga i uznać, że on wie lepiej. Tak właśnie zrobił Job, mówiąc: wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden twój zamysł nie jest dla ciebie niewykonalny. Któż jest w stanie zaciemnić twój zamysł nierozsądną mową? Aleć to ja mówiłem nierozumnie o rzeczach cudownych dla mnie, których nie rozumiem. Słuchaj, proszę. I ja chcę mówić; będę cię pytał, a Ty racz mię pouczyć! Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię. Przeto odwołuję moje słowa i kajam się w prochu i popiele. (Job. 42:1-6, BW)

Drugi morał jest według mnie jeszcze lepszy! Okazuje się, że Job wyszedł zwycięsko w porównaniu ze swoimi przyjaciółmi, chociaż nie powinien. Nie powinien, bo co? Bo Job bez skrępowania wylewał na Boga wszystkie pomyje swojego cierpienia. Natomiast jego przyjaciele, Elifaz, Bildad i Sofar, trzymali się oczywistej prawdy: każdy cierpi tyle, ile sam nagrzeszył. I nie mieli racji.

Odezwał się Pan do Elifaza z Temanu: Mój gniew, zapłonął przeciwko tobie i przeciwko dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job. (Job. 42:7, BW)

Dlaczego? Dlaczego święte prawo zostało podeptane, a Job miał rację? To tylko moja propozycja na rozwiązanie wielkiej zagadki: stało się tak dlatego, że Job mówił do Boga i szukał go, czekał, aż odpowie. A przyjaciele mieli tylko tę mantrę: każdy cierpi tyle, ile sam nagrzeszył. A nie wiedzieli naprawdę, czy Job nagrzeszył.

We każdym cierpieniu, małym czy dużym, trzeba do Boga mówić, na przekór wszystkiemu, pod prąd, wbrew chęciom, emocjom i złotym radom trzeba go szukać i być szczerym do bólu. Jak Job, bo to się Bogu podoba. Co Bóg zrobił Jobowi, kiedy w końcu przemówił „wśród zawieruchy”? Zawstydził go i wykazał jego niewiedzę, okazał mu swoją potęgę i moc i w jakiś sposób skarcił go, ale… nie rozgniewał się na niego. A ostatecznie przywrócił i pomnożył jego szczęście.

To również dowód na to, że Bóg jest większy niż tak zwana karma.

Autor: jpz2

Powiązane posty: