Jednym uchem wpada, drugim wypada

To jeden z tekstów, które utkwiły mi w pamięci z czasów dzieciństwa. Widać, że jednak nie wszystko, co mówili rodzice, wypadało drugim uchem. Coś jednak zostało. A jak jest ze słuchaniem Boga?

W Psalmie 50 czytam napomnienie o… unikaniu napomnień. Lubię te fragmenty Pisma, w których Bóg zwraca się do hipokrytów (jak np. Jezus do faryzeuszy). Właśnie te jakoś najgłośniej mi dźwięczą w głowie. Są sugestywne i alarmujące. Może dlatego, że życie z Bogiem to nieustanna przygoda, a nie osiąganie stopni wtajemniczenia. Innymi słowy: nigdy nie mogę być pewnym, że jakiś problem już mnie nie dotyczy, bo wszedłem na wysoki schodek. Stale muszę badać swoją duszę i pozwalać badać ją Tacie.

Przez wiarę mówię: nie jestem grzesznikiem. Mój grzech przepadł na krzyżu. Przepadł kompletnie. A jednak przezorność, szczerość i pokora nakazują mi sprawdzić, czy takie słowa nie są zapisane dla mnie:

A do grzesznika Bóg mówi: czemu wyliczasz moje przykazania i masz na ustach moje przymierze – ty, co nienawidzisz karności [nie cierpisz napomnienia] i moje słowa rzuciłeś za siebie? (Ps. 50:16-17, BT)

Co za wymowny obraz lekceważenia: rzucać za siebie czyjeś słowa. Jak śmieci. „Talk to the hand” – można by rzec, choć rzec to Bogu – nie jest mądre. A jednak głupich nie brakuje. Sam bywam głupi. Dlaczego? Być może główny powód, dla którego ja i my wszyscy nie mamy ochoty słuchać Boga, a nawet o Bogu, to fakt, że słuchanie Go wiąże się z przyjęciem napomnienia. Z gotowością do uznania swojej winy, zaakceptowania jakiejś korekty.

Napomnienia mogą być różne, akurat w Psalmie 50 mowa jest o skłonności lub nawet miłości do złodziejstwa, cudzołóstwa, narzekania, osądu, zdrady, krętactwa, kłamstwa i pychy. Wystarczy. Niezła wiązka. Nic nie da zaliczanie siebie do grona tych, którzy mają z Bogiem przymierze. Nic nie da recytowanie przykazań, jeśli w sercu jest zamiłowanie do złych rzeczy, jeśli nogi idą nie tam, gdzie powinny, a język sieje zniszczenie zamiast budować.

Autor: jpz2

Powiązane posty: