Jaki straszny manipulator

Czy Bóg mną manipuluje? Skoro robił to z innymi, to ze mną też może! Halo, zaraz, zaraz! Z innymi, to znaczy z kim? O, jest wielu tych, którym Bóg „zatwardzał serca”. Co to znaczy?

Dużo mamy tego w Biblii. Tak dużo, że jest to zastanawiające. Niezbyt dociekliwy czytelnik mógłby zbyć przez nieuwagę jeden przypadek, dwa, pięć, ale nie dziesiątki! Kilka przykładów na szybko: jest faraon, który nie chce wypuścić Izraela, są ludy Kanaanu zmiecione przez Jozuego (dziś głównie o nich), są bałwochwalcy z księgi Izajasza, są słuchacze Jezusa z Nazaretu, którzy nie pojmują przypowieści, są też grzesznicy, o których pisze Apostoł Paweł.

Bóg zatwardza serca, czyni je krnąbrnymi, wydaje na pastwę pożądliwości itd. Do napisania tych zdań skłonił mnie jeden z takich fragmentów, cytuję:

Nie było miasta, które by zawarło pokój z synami izraelskimi, oprócz Chiwwijczyków, mieszkających w Gibeonie; wszystkie inne wzięli w walce orężnej. Bo Pan to sprawił, że serce ich było harde, tak iż prowadzili wojnę z Izraelem, aby obłożył ich klątwą i aby nie było dla nich litości, lecz aby ich wytracono, jak Pan nakazał Mojżeszowi. (Joz. 11:19-20, BW)

No to co z wolną wolą?? Jeśli Bóg manipuluje sercami ludzi, to nie ma nadziei. Jest tylko zły lub dobry los. Ślepy. Albo, co gorsza, złośliwy. Niektórzy nie przebierają w słowach i mówią o Bogu jak o chorym, psychopacie. Nie, musi być inaczej. Musi, bo ja… znam Boga, On taki nie jest.

Może się wydawać, że w sposób okrutny i niesprawiedliwy wytępił ludzi, zamieszkujących Kanaan. A cóż oni winni, w czym byli gorsi od Izraela? Ano w tym, że nie szukali Boga. Nie chcieli zawrócić z raz obranej drogi, raz wyznaczonego szlaku – nawyków, kultu i wpisanych w niego obrzydliwych praktyk religijnych. Nawyk – to jest to, co utwierdza serce – w opozycji do Boga lub w poddaniu.

Kiedy czytam w Biblii, że Bóg zatwardził czyjeś serce, to znaczy, że puścił go wolno, by zły nawyk zrobił swoje. Tak jak wówczas, gdy rzeka wzbiera i robi malutką wyrwę w wałach przeciwpowodziowych. Mała strużka robi się coraz szersza, głębsza, silniejsza, aż w końcu rozwala zabezpieczenia i dochodzi do katastrofy. Żywioł nie oszczędza nikogo.

Powtarzam pytanie z początku: czy Bóg mną manipuluje? Nie. A jeśli nie, to co? Dlaczego, gdy patrzę wstecz, widzę jakby plagi? Czy to nie był owoc hardego serca, nieposłusznego, nieskorego do porzucenia swojej drogi, dumy, przekonań o własnej sile i mądrości? Niechętnego do zawrócenia, do poddania? Dyscyplina nie jest przyjemna. Ale nie jest też potępiająca.

Autor: jpz2

Powiązane posty: