Ja jestem posiadłością

Wyobraźmy sobie, jak mąż mówi do żony: – Nie będziesz chodzić do pracy, ja będę twoją pracą. – U, szokujące, aż się w głowie kręci. Dobrze, bo podobne słowa wypowiedział Bóg i… warto na świeżo nad nimi pomyśleć.

Na wygnaniu babilońskim prorok Ezechiel ma wizję odbudowanej Świątyni, miasta (Jeruzalem) i nowego podziału ziemi Izraela na dwanaście pokoleń. Dotyczy to też kapłanów i po części powtarza to, co ustalił Bóg przez Mojżesza:

To będzie ich dziedzictwem: Ja jestem ich dziedzictwem; nie dacie im posiadłości pośród Israela; Ja jestem ich posiadłością. (Ezech. 44:28, NBG)

Nie jest to równoznaczne z tym, że kapłani nie mieli z czego wyżyć. Właściwie ostatecznie mają z góry przydzielony pas ziemi, tak jak inne pokolenia. Podobnie przy wejściu do Kanaanu dostali wybrane miasta. O co więc chodzi?

Posiadłość, własność ziemska, dziedzictwo, posesja, terytorium – coś, co trzeba, krótko mówiąc, obrobić. W pocie czoła, jak usłyszał Adam wypędzony z raju. Ale też miejsce, gdzie można odpoczywać. I którego należy bronić. I w którym można tworzyć: piękne ogrody, piękne miasta, piękną sztukę. Wieloznaczność tego słowa wymaga własnego zastanowienia, medytacji.

Po co? Po to, żeby zrozumieć, kim Bóg jest, kim może być dla mnie. Bo choć nie jestem kapłanem Izraela i słowa te nie są adresowane wprost do mnie, to w pewnym sensie mogę je przyjąć. Piotr pisze: 

I wy sami, jak żywe kamienie, jesteście budowani w duchowy dom, stanowicie święte kapłaństwo, aby składać duchowe ofiary, przyjemne Bogu przez Jezusa Chrystusa (I Ptr 2:5, PUBG)

Pytanie: w jakim stopniu zajmuję się Bogiem, na ile służę Jemu, na ile On jest moim źródłem zaopatrzenia, miejscem odpoczynku, inspiracji, twórczości? Na ile On jest moją posiadłością?

Autor: jpz2

Powiązane posty: