I przestaniemy płacić podatki

Kontynuuję temat sprzed tygodnia, bo jest obszerny. Choć akurat dziś będzie krócej – o tym, że nie warto przyjmować rozdziału państwa i religii za coś oczywistego, potrzebnego i dobrego.

Punktem wyjścia jest dla mnie tekst z „Wyborczej” (link wygasł), w którym Jan Turnau. używa błędnej interpretacji Pisma w argumentacji przeciw kościołowi katolickiemu. Polityczna rola tegoż kościoła jest już i tak bardzo poplątanym i dyskusyjnym tematem, więc czy trzeba jeszcze bardziej to komplikować? Chodzi poniższy fragment:

— Oddawajcie więc, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co Bożego, Bogu. – A gdy to usłyszeli, zdziwili się, po czym opuścili go i odeszli. (Mat. 22:22, BW)

Turnau pisze, że to „zasada Ewangelii, która zasadniczo rozdziela porządek polityczny od religijnego”. Czyżby? Gdyby Jezus chciał wprowadzić i podkreślić rozdział Państwa i Kościoła, to powiedziałby: – Tak! Płaćcie podatki cesarzowi. Bo to i tak nie ma znaczenia dla Boga. – Ale on powiedział coś innego: – Oddajcie co cesarskie cesarzowi, a co Bożego – Bogu.

Innymi słowy, parafrazując historię o kobiecie (rzekomo) przyłapanej na cudzołóstwie (por. Jan. 8:3-9), Jezus powiedział: kto z was jest bez winy i oddaje Bogu, co Boże, niech pierwszy nie płaci podatków. Jeśli ludzie byliby posłuszni przykazaniu Chrystusa: „kochajcie się, jak ja was ukochałem”, wtedy nie byłyby nam potrzebne żadne ministerstwa, sądy, parlamenty… To chyba dobra motywacja i jasna zasada – na dni powszednie i od święta.

A wracając do kościoła, to czy nie powinien on szukać wpływów na wszelkich możliwych polach? Kościół rozumiany jako grupa braci i sióstr oddanych Jezusowi. Czemu nie, ale jeśli faktycznie ma wpływać, to nie dla samych wpływów, nie z miłości do władzy, ale z miłości do ludzi, do Boga i w duchu prawdy. Nie wyjdzie to na złe polityce demokratycznej, jak twierdzi Jan Turnau, przeciwnie: wzbogaci tę politykę o cenny, czysty głos. Polityka szkodzi kościołowi, jeśli jest środkiem, a nie celem.

Autor: jpz2

Powiązane posty: